Agata Daszko – dorastanie na emigracji


    Kiedy wyjeżdżała była pyzatą dziewczynką o dużych jedynkach i rudawych włosach. Teraz jest uroczą studentką Uniwersytetu w Nottingham o włosach, których kolor jest określany jako strawberry blond. Spotykamy się, by porozmawiać o doświadczeniu, które było, jest i pewnie jeszcze będzie doświadczeniem wielu czyli emigracji. Emigracji, gdy ma się osiem, dziesięć czy jedenaście lat.

    Wyjeżdżając byłaś dzieckiem. Emigracja to był chyba szybki kurs dorastania?

    Miałam jedenaście lat i trzy dni. Słyszałaś kiedyś o rodzicach, którzy uczą dzieci pływać wrzucając ich po prostu do wody? Ja coś takiego wtedy przeżyłam. Mama nie chciała bym wychowywała się w polskim getcie. Chodziło o to bym jak najszybciej nauczyła się angielskiego, brytyjskich obyczajów. Wylądowałyśmy w Belfaście, mieście, które jest w połowie protestanckie, w połowie katolickie. W związku z tym było tam sporo szkół katolickich, do których chodziło dużo polskich dzieci. Tak dużo, że czasami były to już prawie polskie szkoły. Mama stwierdziła, że byłoby to kontrproduktywne i wysłała mnie do bardzo dobrej szkoły protestanckiej, w której było tylko trzech polskich uczniów. Ja i dwóch chłopaków.

    Było ciężko?

    Wpadłam do wody i przez pierwsze dwa lata nie czułam jakiegokolwiek dna, od którego mogłabym się odbić. Dziewczynki zawierają przyjaźnie inaczej niż chłopcy. Tym dwóm chłopcom z Polski wystarczało wyjść na dziedziniec i pokopać piłkę z innymi chłopakami. W ten sposób zawierali przyjaźnie, znajomości i uczyli się angielskiego. Lunch dziewczynek polegał na plotkowaniu o chłopcach, który grali w piłkę na dziedzińcu. Ja, ze względu na mój poziom angielskiego nie potrafiłam tego robić. Gdyby nie niesamowite wsparcie jakie miałam w nauczycielach byłoby mi bardzo trudno. Nawet po tych dwóch latach, gdy zaczęłam już opanowywać język. To, że potrafisz odpowiedzieć na pytanie w klasie czy napisać pracę po angielsku to nic nie znaczy. Jeżeli chcesz przeprowadzić luźną rozmowę albo pożartować to już jest całkiem inny poziom angielskiego. Trochę czasu mi zabrało by do tego poziomu dotrzeć.

    Emigrując umiałaś mówić po angielsku. To była bolesna konfrontacja?

    To była bardzo bolesna konfrontacja. Jadąc miałam ukończoną piątą klasę szkoły podstawowej, w której uczono angielskiego i niemieckiego. Znałam kolory, wiedziałam coś tam o czasach, znałam słowa. Nie przygotowało mnie to jednak na dwadzieścia kilka osób w moim wieku, które nie dadzą ci czasu na sformułowanie inteligentnej odpowiedzi, która pokaże twoje poczucie humoru, dystans do siebie i dziesięć jeszcze innych rzeczy, które chciałabyś w tym zawrzeć.

    To musiał być ciężki czas?

    Był. Ale wiesz co? Może w wieku lat 11 nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak pozytywnie decyzja mojej mamy zmieni mi życie, tak teraz wiem to dobrze i jestem jej nieziemsko wdzięczna za miejsce, w którym jestem.

    Pewne odbicie dał Ci sport i to nie jest sport, którym mogłabyś się w Polsce zajmować.

    Od ośmiu lat gram w hokeja na trawie. Jestem laskarką. Gram w obronie końcowej, jestem bramkarką. Była to chyba jedna z najlepszych moich decyzji. To jest sport krajowy więc uprawia się go w każdej szkole i na każdym uniwersytecie. To grając w hokeja poznałam swoje przyjaciółki, świetnych ludzi, mojego chłopaka. Pierwszy rok studiów upłynął mi pod znakiem hokeja. W Anglii na pierwszym roku trzeba po prostu zdać. Wynik nie ma znaczenia, a na czterdzieści procent można zdać nawet na kacu…

    Różnica w sposobie edukacji była dla Ciebie odczuwalna?

    Wiesz, nie chcę porównywać tych dwóch systemów, bo nie czuję się do tego uprawniona. Mogę jedynie powiedzieć jak z mojej perspektywy wyglądał system angielski. Pierwsze dwa lata byłam jedną z najlepszych osób w klasie z matematyki. Później te poziomy się wyrównały, jednak maturę z matematyki zdałam bardzo dobrze. Lubiłam czytać, jak już opanowałam angielski to dobrze pisałam. Nie najlepiej, nie najgorzej, po prostu dobrze. Nie uczyłam się na pamięć żadnych angielskich wierszy. Wiem za to jak napisać list motywacyjny, wiem jak zachować się na interview, wiem jak pracować w grupie, wiem jak rzeczy, których się nauczyłam zastosować w życiu. Oczywiście, też było zakuwanie, bo egzaminy przecież trzeba zdać. Nadal z jednak z historii zamiast dat pamiętam bardziej cytaty z materiałów źródłowych, które teraz wplatam do pism prawniczych.

    A jak ten system edukacyjny wygląda formalnie?

    W wieku 16 lat zdaje sie małą maturę tzw. GCSE. W mojej szkole skladało sie na to jedenaście przedmiotów, w tym przynajmniej jeden język obcy i dwa przedmioty w zakresie science– biologia, fizyka lub chemia. Gdy opowiadam w Polsce, jak to wygląda, ludzie często się dziwią, że tak szybko odpadają przedmioty, którymi nie jesteśmy zainteresowani. Ja  natomiast nie wyobrażam sobie już, że musiałabym się uczyć czegoś, czym naprawdę nie byłam zainteresowana. Jedenaście przedmiotów kończy się wraz małą maturą i wtedy można wybrać czy chce się już opuścić szkołę i iść w kierunku nauki zawodu czy kontynuować kształcenie ogólne. Wtedy zdaje się dużą maturę czyli A Levels. Wtedy w pierwszym roku zdajemy zdajemy cztery przedmioty, a na drugim roku można z jednego zrezygnować. Ja na pierwszym roku A Levels uczyłam się niemieckiego, matematyki, historii i polityki. Na drugim roku odpadła mi już polityka. I z tymi przedmiotami aplikuje się na studia. Można wybrać pięć uniwersytetów. Od twojej szkoły zależy jak dużo pomocy dostanie się w tej procedurze. Ja zostałam wybrana przez szkołę jedną z dziesięciu osób, której warto pomóc, by dostała się na Oxford lub Cambridge, więc wsparcia miałam sporo. Na Oxford na szczęście się nie dostałam. Mam wrażenie ze z moją luźną etyką pracy i brakiem konsekwencji w Oxfordzie bym sobie po prostu nie poradziła, a jestem za to szczęśliwą studentką Uniwersytetu w Nothingham.

    Studia w Polsce wciąż są bezpłatne, a w Wielkiej Brytanii?

    Studia w Wielkiej Brytanii są bardzo drogie. Ja byłam tzw. home student z Północnej Irlandii. Mogłam wybrać studia w Północnej Irlandii lub Szkocji, które kosztowałyby mnie około sześciu tysięcy funtów. Gdybym została w Belfaście to byłaby kwota trzech i pół tysiąca funtów. Chciałam wyjechać do Anglii więc kosztują mnie dziewięć tysięcy rocznie. To jest tylko samo czesne. Dodatkowo trzeba policzyć około czterech-pięciu tysięcy na utrzymanie się. To jest bardzo dużo. Jednak dlatego, że spędziłam w Wielkiej Brytanii trzy lata przed studiami załapuję się na kredyt od państwa i ten kredyt mi wszystko pokrywa.  Zawsze dostanie się kredyt na czesne, natomiast kredytowanie kosztów utrzymania zależy od wysokości zarobków rodziców. Podstawowe studia w Anglii trwają trzy lub cztery lata. Dłużej studiuje się jeśli wybiera się studia z językiem. Na trzecim roku wyjeżdża się wtedy do kraju, który sugeruje wybrany język. Wiele osób studiuje także prawo australijskie czy nowozelandzkie i są teraz np. w Sydney.

    Ty wybrałaś prawo z językiem niemieckim. Co Cię pociągnęło w tym kierunku?

    O języku niemieckim zdecydował pragmatyzm. W szkole od młodego wieku wpajano nam jak bardzo pożądani przez pracodawców są ludzie którzy władają wieloma językami.

    A co do prawa – pewnego razu dostałam dwie książki, które mnie bardzo poruszyły i w pewien sposób ukształtowały. To były „Mała książka o demokracji” i „Mała książka o feminizmie”. Mam w rodzinie prawników wiedziałam więc, że jest to kierunek bardzo pragmatyczny. Nie muszę być prawnikiem kończąc prawo, mogę zajmować się przeróżnymi rzeczami. Dla mnie to jest jeszcze wielka niewiadoma. Wiem, że pociągają mnie prawa człowieka.

    To chyba sprawiło, że zaangażowałaś się działalność studencką?

    Tak, działam w ELSA (European Law Students Association). To jest organizacja, która jest chyba w każdym kraju w Europie. Jako studentka i wolontariusz udzielam się też w Nottingham Citizens. To jest taka organizacja społecznościowa skupiająca wiele organizacji w Nottingham. Między innymi uniwersytety, szkoły, kościoły, synagogi, centra muzułmańskie, związki zawodowe. Robimy taką kampanię słuchania. Rozmawiamy ze sobą, słuchamy jakie problemy  mają te organizacje, co by chciały w Nottingham zmienić i stwarzamy grupy, które pracują nad tym. Jest grupa, która lobbuje w sprawie bezdomnych, jest grupa, która mocno działa w sprawie zdrowia psychicznego. To jest taki bardzo żywy temat teraz w Anglii, a którego nikt w Polsce nie podejmuje w sferze medialnej. Ja działam w grupie zajmującej promowaniem praw kobiet i lobbowaniem na ich rzecz. „Męczymy” szefa policji i różne osoby w ratuszu.

    Jakiś czas temu zaczęłaś pracę.

    Od ośmiu miesięcy pracuję w kancelarii adwokackiej zajmującej się prawami człowieka i prawami emigracyjnymi. Dużo nauczyłam się o innych kulturach.  Moja szefowa jest hinduską-malezyjką, która przyjechała do Nottingham w wieku dziewięciu lat. Inni prawnicy mają korzenie w Pakistanie, Indiach, są z całego świata. Jak idziemy na lunch to są to lunche halal, wegetariańskie, ostre, łagodne. Prawdziwy miks kultur i smaków.

    Nie odstajesz od nich, prawda? Ty, podobnie jak Twój chłopak macie podobne doświadczenie wchodzenia w brytyjski świat.

    Masa przyjechał do Anglii z Japonii w wieku lat dziewięciu. Dla niego to był szok kulturowy. Różnica między nami jest taka, że on przyjechał wcześniej i chodził do bardzo dobrej szkoły prywatnej. W jego angielskim nie słychać akcentu. U mnie on wciąż dźwięczy – jest polski, niemiecki – zależy kto słucha.

    Podoba Ci się to miejsce w życiu, w którym jesteś?

    Sądzę, że tak. Jest jeszcze wiele rzeczy, które chciałabym zrobić, ale wiem, że będę w stanie. Praktyki, wyjazdy, poznawanie nowych kultur. Nie chciałabym poprzestawać na tym, co znam z uczuciem, że to mi już wystarczy. Nie wiem czy kiedykolwiek będę się czuła spełniona. Dla mnie to rzecz taka bardzo kategoryczna. Jak to nastąpi, to chyba już tylko można umrzeć. Najbardziej bym się chciała spełniać.

    Czyli present continuous?

    Zdecydowanie!

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.