Blaq jest z Koszalina!


    Zapamiętajcie nazwę tej pracowni i zapamiętajcie te nazwiska, bo jeszcze będzie o nich głośno! Właściwie to już jest, bo dwie studentki Instytutu Wzornictwa na Politechnice Koszalińskiej właśnie wygrały międzynarodowy konkurs Trawertyn Design. Jeszcze nie skończyły szkoły, a już pracują nad dużymi projektami. Magisterium robią w Koszalinie, ale dotyczy ono miejsca publicznego w Maladze i konsultowane jest przez jedno z pięćdziesięciu najlepszych biur architektonicznych w Hiszpanii.

    Czemu wybrałyście akurat ten konkurs, by w nim wystartować?

    Augustyna Grzybowska: Branie udziału w konkursach projektowych jest niezwykłym doświadczeniem. Jest świetnym sprawdzianem posiadanych umiejętności, uczy pokory, ale także daje możliwość wykazania się. Konkurs Trawertyn Design przyciągnął naszą uwagę głównie dzięki trzem aspektom. Trawertyn z Raciszyna to kamień dobrze znany poza granicami naszego kraju, jednak w Polsce nie zyskał takiego rozgłosu. Profesjonalnie przygotowana część graficzna oraz merytoryczna strony internetowej konkursu to druga rzecz. Trzeci czynnik to dobrze dobrany skład komisji sędziowskiej, której przewodniczącym był Przemo Łukasik z Medusa Group, dla nas guru architektury polskiej, więc decyzja mogła być tylko jedna – bierzemy udział.
    Daria Achtelik: Były dwie kategorie, w których mogłyśmy wystartować. W pierwszej kategorii – kreatywne wykorzystanie, praca polegała na zaprezentowaniu w ciekawy sposób piękna polskiego kamienia. My zdecydowałyśmy się na drugą – innowacyjne przetworzenie. Naszym zadaniem było stworzenie innowacyjnej obróbki trawertynu tak, by uzyskać nową jakość. W projektowaniu bardzo ważnym elementem jest światło. Chciałyśmy przenieść tę wartość na kamień, czego efektem było dodanie pigmentu fluorescencyjnego do żywicy, która wypełnia szczeliny.
    AG: Miałyśmy tak naprawdę cztery pomysły, ale musiałyśmy wytypować jeden, co nie było dla nas prostym zadaniem.
    DA: Wybór faktycznie nie był prosty. Jednak był to strzał w dziesiątkę. W dziennym świetle trawertyn ukazuje swoje naturalne piękno, zaś wieczorem nabiera zupełnie innej barwy, innego charakteru. Kolorystykę pigmentu oczywiście można indywidualnie dobrać. Ten pomysł zatytułowałyśmy „Nie do końca czerń”.

    Blaq, zwycięska praca Darii Achtelik i Augustyny Grzybowskiej w konkursie Trawertyn Design

    Jak dochodziłyście do tego pomysłu? Jak wyglądała praca nad nim?

    DA: To było trochę takie zaskoczenie, ponieważ pomysły od razu przyszły. Potem trzeba było je oczywiście dopracować i przemyśleć, jak chcemy to przedstawić wizualnie na planszach.

    Pierwsze miejsce, które zajęłyście w tym konkursie z czymś się wiąże?

    AG: Tak, dostałyśmy nagrodę pieniężną. Dla nas to jest ogromna suma pieniędzy. Planujemy przeznaczyć tę kwotę na naszą przyszłą pracownię, żeby mieć zastrzyk pieniędzy na start.

    Jeszcze studiujecie, ale już pracujecie. Jak z tej perspektywy oceniacie studia w Koszalinie?

    AG: Dla nas ten okres w Koszalinie, na studiach w Instytucie jest bardzo dobry. Te sześć lat, które tu już jesteśmy przyniosło nam wiele możliwości, nowe kontakty. Bardzo cieszymy się z tego, że miałyśmy szansę tu studiować. Nie w jakimś dużym mieście, ale tutaj, w Koszalinie. Profesorowie byli na nas bardziej otwarci, mieli czas, żeby nas wysłuchać, udzielić nam obiektywnej konsultacji. Miałyśmy też szansę poznać tego profesora, mieć z nim bezpośredni kontakt. Przez to, że praca przeplata nam się z nauką nie czujemy się już takimi zwyczajnymi studentkami. Od dwóch lat właściwie na co dzień zajmujemy się projektami, wzbogacaniem naszego portfolio.
    DA: Nie lubimy robić projektów do szuflady, chcemy nawet na uczelni robić coś, co powstanie. Staramy się zawsze wyszukiwać coś nowego, z różnych dziedzin.

    A jak znajdujecie zlecenia? Same do Was przychodzą czy musicie się nad tym trochę napracować?

    AG: Zaczęłyśmy dwa lata temu od konkursu na zaprojektowanie akademika na Litwie. To był konkurs, gdzie musiałyśmy stworzyć akademik modułowy, z kontenerów. To było dla nas takie sprawdzenie jak nasza współpraca będzie wyglądać. Wyszło bardzo dobrze. Nie zdobyłyśmy żadnej nagrody, ale wyszedł nam fajny projekt. Potem był kolejny konkurs, a następnie dostałyśmy pierwsze zlecenie na zaprojektowanie mieszkania pod Koszalinem. To było małe mieszkanko. Inwestorzy byli przesympatyczni, bardzo dobrze nam się z nimi współpracowało. Wyszedł dobry projekt, a inwestorzy dobrze się czują w tym mieszkaniu. Później już przeszłyśmy na duże projekty czyli na przykład hotel na Półwyspie Helskim przy współpracy z biurem projektowym. Teraz realizujemy kilka takich większych projektów. Nie mamy pojęcia jak, ale te projekty po prostu same nam wpadają w ręce.
    DA: Współpracujemy z kilkoma pracowniami architektonicznymi, z którymi tworzymy ciekawe wnętrza zarówno publiczne, jak i prywatne. Mamy dużo szczęścia, bo jeden projekt się kończy, a już zaczynają się następne.

    BLAQ, projekt wnętrz sali konferencyjnej w Kołobrzegu

    Kiedy zatem planujecie założenie własnej pracowni i otworzenie firmy?

    AG: Ja na wakacje wyjeżdżam do Hiszpanii na staż do biura architektonicznego GANA Arquitectura. Po moim powrocie priorytetem jest obrona dyplomu, który realizujemy wspólnie, a następnie założenie naszej pracowni projektowej.

    Ty, Augustyna jesteś z Hiszpanią dość mocno związana.

    AG: Pojechałam do Granady w ramach programu Erasmus i zakochałam się w Hiszpanii totalnie. Rok temu nadarzyła się okazja, by wyjechać ponownie do tego kraju na praktyki do jednego z biur architektonicznych. Wysyłałam swoje portfolio do wielu pracowni i dostałam się do biura w Maladze. Bardzo fajne, młode biuro, które na swoim koncie ma dużo ciekawych projektów. Jest jednym z pięćdziesięciu najlepszych biur architektonicznych w Hiszpanii. Obecnie biuro GANA Arquitectura wspiera nas przy realizacji pracy dyplomowej. Korzystamy z ich cennego doświadczenia oraz świeżego spojrzenia na temat. Dzięki konsultacjom nabieramy więcej energii do działania, a nasz temat dyplomowy obejmuje miejsce publiczne w Maladze.
    DA: To jest miejsce w samym centrum miasta, nad morzem. Obszar nosi nazwę Paseo de la Farola. W naszym projekcie pragniemy rozwiązać problemy społeczny jakim jest w tym mieście brak terenów zielonych. Chciałyśmy stworzyć taką strefę, gdzie zieleń stanie się głównym bohaterem i zostanie potraktowana w trochę inny, ciekawszy sposób. Dla nas rozmowy prowadzone z hiszpańską pracownią są niezwykle cenne ponieważ mamy zupełnie różne spojrzenie. Oni są tam, na miejscu, znają otoczenie, na swój sposób je odbierają, my wnosimy inny ogląd, inne odczucia. W inny sposób się też tworzy w Hiszpanii, w inny tutaj i doświadczanie tego jest niezwykle cenne. Uwagi z ich strony, które też się zdarzają traktujemy jako część nauki.
    AG: To będzie duży projekt, skupiający w sobie wiele dziedzin od architektury po wzornictwo czy grafikę.

    Poprzez współpracę z GANA Arquitectura macie możliwość zobaczenia jak pracuje się nad projektem w Polsce i w Hiszpanii. Różnice są duże?

    AG: Są duże. W Hiszpanii ludzie są bardziej otwarci, spędzają mniej czasu w pracy. Te sześć godzin spędzonych w biurze jest bardziej intensywnych niż osiem czy dziewięć. Ludzie w pracy się integrują. Spędzają razem, wspólnie czas po i w pracy. Podczas praktyk byłam jedną z młodszych osób w biurze, ale było oczywiste, że mogę zadawać pytania szefom, współpracownikom. Nie było żadnego dystansu. Od razu powierzono mi duży projekt. Wyszedł dobrze, dostałam jeszcze większy.
    DA: To też jest tak, że w każdym biurze jest po prostu inaczej. Ja spędziłam dwa lata w koszalińskim biurze HS99. Tam też wszyscy byli bardzo zżyci i przez to praca była bardziej przyjemna, wiadomo, że czasem stresująca, ale nie parzyło się kawy. Każdy miał swoje miejsce pracy i coś do zrobienia.

    Blaq, projekt wnętrz domu w Hiszpanii

    Razem robicie dyplom, razem pracujecie. Jak w takim tandemie tworzy się projekty?

    DA: Same jesteśmy zaskoczone, że mimo, iż cały czas spędzamy ze sobą…
    AG: Razem mieszkamy…
    DA: Prócz tego, że razem na uczelni i w pracy, to dodatkowo jeszcze razem zamieszkałyśmy. Z początku miałyśmy taką obawę, że to już będzie za dużo, że będziemy się już wzajemnie drażnić. Ku naszemu zaskoczeniu wyszło zupełnie odwrotnie, bo potrafimy się wspierać. Jeśli chodzi o pracę, to mamy podzielone role.
    AG: To zadziało się już przy pierwszym projekcie i tak zostało. Teraz nie musimy już rozdzielać pracy przy każdym nowym temacie, praca idzie nam szybciej, bo każda z nas wie czym ma się zająć.
    DA: A podział jest taki, że Augustyna zajmuje się głównie częścią wizualną, a ja przede wszystkim częścią techniczną projektu. Mamy w planach, żeby z czasem zamieniać się rolami tylko każda z nas musi się jeszcze trochę podszkolić.
    AG: My się też po prostu przyjaźnimy. Przez te dwa lata ta przyjaźń już się tak scementowała, że trudno byłoby bez tej drugiej osoby. To jest właśnie dobre, że nie tylko praca nas łączy, ale życie codzienne i relacje poza pracą.

    Macie takie momenty, gdy nie zgadzacie się przy projekcie?

    DA: Czasem są takie momenty, ale w tedy bardziej myślimy – no, dobrze, ale co będzie najlepsze dla inwestora?
    AG: Wszystko, co projektujemy jest dla drugiej osoby, dla człowieka. Musimy sprostać jego wymaganiom, oczekiwaniom, pragnieniom odnośnie danego projektu. Nasz styl, nasze wyobrażenie też jest ważne, ale możemy je tylko pokazać, zaprezentować możliwości inwestorowi, a to on podejmuje ostateczną decyzję.

    Czym innym jest chyba projekt na studiach, a czym innym jest praca z inwestorem. Jakie były Wasze pierwsze doświadczenia?

    DA: To jest zupełnie inna praca. Za pierwszym razem, gdy robiłyśmy to małe mieszkanko inwestorzy nam całkowicie zaufali. Nie było też takiego stresu. Praca nad takim projektem też inaczej wygląda. Na uczelni najczęściej realizujemy jeden projekt na danym przedmiocie przez cały semestr i jest to projekt czysto koncepcyjny. A w prawdziwym życiu często jest tak, że projekt trwa kilka miesięcy, a czasem tylko dwa tygodnie. Projekty się przeplatają. Jest po prostu intensywnie. Więc nie ma szansy zmęczyć się projektem. Udaje nam się ten początkowy zapał donieść do końca projektu. Pierwsze spotkania są wielką niewiadomą, ponieważ nie wiemy, czego możemy się spodziewać, co nas zaskoczy. Oczywiście zdarzyły się takie sytuacje, że było nam trudno dogadać się z inwestorami. Na szczęście takie zdarzenia są rzadkością. Staramy się poznać inwestora, jego preferencje dotyczące projektu.
    AG: Mamy to szczęście, że trafiają nam się dobrzy inwestorzy i ciekawe projekty. Być może jest to pochodną naszej ciężkiej pracy. My nie pracujemy pięć dni w tygodniu, sześć godzin dziennie tylko znacznie więcej. Dla nas weekend to jest po prostu praca.
    DA: Teraz mamy bardzo intensywny okres, na który składają się również obowiązki na uczelni.
    AG: Nasi profesorowie, co jest bardzo cenne, rozumieją, że aktywnie „działamy” i odczuwamy z ich strony pewną wyrozumiałość i wsparcie.

    Projekty, które wychodzą spod Waszych rąk są w pewien sposób spójne czy bardziej zależą od gustu inwestora?

    AG: We wszystkich naszych projektach przewija się minimalizm. Niektóre są bardziej proste, niektóre mniej.
    DA: Uczymy się jak poprowadzić inwestora, by wybrał to, co mu proponujemy.

    Macie swoich mistrzów, osoby na które patrzycie z podziwem?

    DA: Ja nie mam jednej postaci, którą podziwiam. Jest całe spektrum architektów zarówno współczesnych jak i z dawnych lat, głównie z idei minimalizmu, którzy wpłynęli na mój rozwój i kształtowanie mojej osoby jako projektanta.
    AG: Ja od momentu, gdy zobaczyłam po raz pierwszy na żywo dzieła Alberto Campo Baeza jestem pod ogromnym wrażeniem. To hiszpański architekt, który tworzy proste formy, bryły, które wyglądają jak pudełka. Gdy jednak dogłębnie się na nie spojrzy, przeanalizuje są to dzieła sztuki, to nie są jedynie obiekty. Miałam okazję być w zaprojektowanym przez niego budynku Museo de la Memoria de Andalucia w Granadzie. Dla mnie ten budynek jest czymś niezaprzeczalnie pięknym, niedoścignionym. Nie wiem nawet jak to określić. Po wejściu do środka czas staje w miejscu.