Chór to sposób na życie


    Już jutro i w czwartek w koszalińskiej Canzonie dzień dostawy świeżych głosów. O 19.00 chórzyści i dyrygent zapraszają. Można przyjść i dać się przesłuchać. To doskonała okazja, by zacząć nową przygodę w swoim życiu. Postanowiłam zapytać chórzystów, co jest tak fascynującego we wspólnym śpiewaniu, że warto poświęcić swój wolny czas, by przychodzić na próby.

    Do Bogdana Plomina przyjechałam właściwie porozmawiać o ogrodach, których jest projektantem, ale przy okazji zagadnęłam go na temat chóru. – To jest doskonały sposób na spędzanie jesiennych i zimowych wieczorów – mówi. – Problem robi się dopiero wiosną, gdy mój czas pracy się zagęszcza i wydłuża. Już parę razy chciałem rzucić to śpiewanie, ale jakoś nie mogę.

    Monikę Mielczarek i Olę Heruday – Romysz spotykam na kawie w Powidokach. Pytam o to, co je do chóru przyciągnęło. – Miłość do śpiewu – odpowiada z uśmiechem Ola. – Ja już śpiewam od bardzo dawna, bo prawie od dwudziestu lat. Śpiewałam najpierw w chórze akademickim. Gdy trzeba było znaleźć swoje miejsce w Koszalinie, chciałam też znaleźć przestrzeń do śpiewania. Canzona okazała się strzałem w dziesiątkę. Znakomity dyrygent, fajny repertuar i do tego jeszcze chórzyści, którzy są ludźmi tak otwartymi, barwnymi, serdecznymi i życzliwymi, że po prostu dobrze mi tam.

    14470470_1120894594657557_8440308063911381326_nZastanawiam się jak wytrzymują reżim prób dwa razy w tygodniu (- Gdy ćwiczymy do konkursu, to nawet i częściej – dopowiada Ola). – Śpiewanie w chórze jest w pewnym sensie jak sport. Uczy dyscypliny i samozaparcia – odpowiada Monika. – Jesteśmy już na innym etapie – wchodzi jej w słowo Ola. – To już nie jest takie śpiewanie dla śpiewania. Jesteśmy już w bardzo zaawansowanej fazie, a to wciąga i wymaga pewnego oddania się temu. Jeśli chcemy rywalizować z innymi chórami, jeśli chcemy osiągać sukcesy, czy śpiewać dobre koncerty, to musimy się w to zaangażować.
    Śpiewanie w chórze to ciągły rozwój – podkreśla Monika. – Ja śpiewam całkowicie inaczej niż wtedy, gdy przyszłam do chóru. Kiedyś po koncercie zdarte gardło było normą, a teraz mogę później normalnie mówić. Radek (Radosław Wilkiewicz, dyrygent, dop. redakcji) uczy nas prawidłowej emisji głosu. Dzięki temu to nasze śpiewanie staje się ładniejsze, lepsze, ale i dla nas samych przyjemniejsze.

    Mnie to oczywiście w jakiś sposób odmładza – mówi Bogdan. – Przez tych kilka lata śpiewania w chórze czuję, że poczyniłem postępy i to jest wielka frajda. Poznałem bardzo interesujący repertuar, bo śpiewaliśmy utwory tych mniej i bardziej znanych.

    Częścią życia chóru są wyjazdy na różne konkursy czy to w Polsce, czy w Europie. – To jest też dla nas pewnego rodzaju wycieczka – opowiada Bogdan. – W autokarze jest fajna atmosfera. Zawsze się znajdą dwie, trzy gitary. Jest dużo śpiewania, czujemy się wtedy naprawdę zintegrowaną grupą. Jest wesoło.

    Co jest potrzebne, by dołączyć? – Minimalny słuch muzyczny i skala głosu, którą można kształtować – mówi Ola. – Naprawdę można, bo ja teraz już góry śpiewam, a kiedyś się po prostu wyłączałam – dopowiada Monika. – Każdego można nauczyć śpiewać.

    Przesłuchania do chóru Canzona odbędą się już 3 i 6 października w CK105, I piętro, sala 122, o godz. 19.00. Zachęcamy – spróbujcie!

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.