Filipowi Springerowi – Koszalin daje radę


    Zirytował mnie tekst Filipa Springera w „Dużym Formacie”. Historia dwojga młodych ludzi, którzy mogli wszystko w wielkim świecie, ale dali szanse rodzinnemu miastu i teraz są smutni i chyba wyjadą, bo nie mają znajomych, bo wszyscy rówieśnicy wyjechali dawno temu. Kupili planszówkę, ale się okazało, że to gra dla 6 osób. Zebrali dopiero pięć. Wiem, że to fajna historia z fajną puentą. Fajna i zupełnie nieprawdziwa. Jako jedna z wielu broni się doskonale. Jako jedyna jest fałszowaniem obrazu. 

    Być może baristki z Cafe Mondo są nieszczęśliwe w Koszalinie. Być może rówieśnicy pary bohaterów wyjechali na studia i nie wrócili. Są jednak w Koszalinie kawiarnie, gdzie do kawy dają gratis „13 pięter” do poczytania, a późnymi popołudniami brakuje krzeseł. Każdy ma taki świat, jakim go stworzy. Koszalin wraca do życia, bo masa ludzi, którzy zamiast marudzić, jak jest źle, zaczynają zmieniać to miasto, jest coraz większa. Uczymy się powoli, na nowo używać miasta. Coraz częściej wychodzimy z domu, kawę pijemy w kawiarni, spotykamy się z ludźmi. Gazety czytamy na mieście.  Chodzimy na kawowe cuppingi i śniadaniowe brunche. Ta zmiana jest zauważalna.

    Droga paro bohaterów tekstu Filipa Springera – Koszalin to nie jest jakaś mityczna, nieznana siła. To nie są „oni”. Koszalin to jesteście Wy. Ja akurat nie przepadam za planszówkami więc niestety w tym względzie nie pomogę, ale jeśli chcecie mieć poczucie, że jesteście częścią jakiejś społeczności to się w nią włączcie, zaangażujcie. Jest mnóstwo oddolnych inicjatyw, które zorganizowali ludzie, bo tego im brakowało – spotkania branży IT nie tylko dla informatyków – SPARKcamp, cykl wykładów najlepszych w Polsce architektów Morze Architektury, Fuck Up Nights. Niedawno w Koszalinie zadział się TEDx, Targi Sztuki i Dizajnu, działa Klub Przedsiębiorczych Mam. To są wszystko otwarte spotkania, gdzie gromadzą się ludzie ciekawi nowego. Możecie przyjść i posłuchać, ale możecie też się zaangażować, bo te wszystkie imprezy dzieją się dzięki zwykłym  ludziom, którzy zajmują się tym gdzieś w drodze między pracą a domem. I ten nowy Koszalin, który przestał narzekać ma też swoją gazetę – www.happykoszalin.pl. Nie jesteśmy odnogą jakiegoś koncernu medialnego. Też jesteśmy ludźmi, którym czegoś brakowało i to stworzyli.

    Świat jest fajny, ale Koszalin też. Może chodzicie starymi ścieżkami, które już zarosły? Tymczasem wydeptano już całą gęstwinę nowych. Spróbujcie się nimi przejść i zobaczyć Koszalin pełen ludzi i zjawisk.

     

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.