Na ratunek Osiekom


    Od kilku dni cały Koszalin mówi o Kolekcji Osieckiej. Cóż się stało, że nagle polska sztuka współczesna znalazła miejsce w lokalnej telewizji, w nagłówkach lokalnych gazet czy w informacjach lokalnego radia? Sensacja. Tego niestety trzeba, żebyśmy zaczęli rozmawiać o sztuce i to w dodatku współczesnej. Tą sensacją jest List Otwarty wysłany do koszalińskich mediów i złożony w Ratuszu. 

    Przez 19 lat, od 1963 roku, podkoszalińskie Osieki były corocznie miejscem spotkań artystów z całej Polski. Plenery były międzynarodowe więc udział w nich brali również zagraniczni artyści. Spotykali się tam twórcy, krytycy sztuki, naukowcy tworząc w nurcie, który mimo żelaznej kurtyny, był tożsamy z tym, co w tym czasie było istotne i żywe na zachodzie Europy i w całym świecie. Sztuka przekraczała granice nie tylko między swoimi kategoriami, ale też zacierała się granica między sztuką a życiem. Działania artystyczne były tylko częściowo zaplanowane, dopuszczały udział widzów, znaczenie przypadku czy amatorskości. To były happeningi, performance, akcje i działania artystyczne. Efekt dziewiętnastu takich spotkań leży złożony w Muzeum w Koszalinie.

    Mamy w Koszalinie nieprawdopodobny zbiór prac najlepszych polskich twórców. Czy się tym chwalimy? Nie. Czy opowiadamy o tym na lewo i prawo? Nie. Czy uważamy tę kolekcję za istotny czynnik, który może nas, jako miasto, czy jako społeczność wyróżnić na tle innych? Nie. Czy kogokolwiek to martwi? Tak. Nie jest to niestety Muzeum w Koszalinie. To kilkoro ludzi związanych z kulturą i mających do czynienia wcześniej z Kolekcją Osiecką: Walentyna Orłowska, kustosz Działu Sztuki Współczesnej Muzeum w Koszalinie w latach 1976 – 2006; Elżbieta Kalinowska – Motkowicz, artysta plastyk; Juliusz Sienkiewicz, były dyrektor Muzeum w Koszalinie; Zdzisław Pacholski, artysta fotografik; Andrzej Ciesielski, artysta plastyk; Fundacja Moje Archiwum; Andrzej Motkowicz, fotograf, dokumentalista plenerów w Osiekach.

    Autorzy listu użyli sformułowania, iż kolekcja jest „zaniedbywana i trywializowana”, które to sformułowanie dyrektor koszalińskiego Muzeum potraktował raz, że dosłownie, a dwa – bardzo osobiście. Dosłownie, bo na konferencji prasowej dziennikarze wysłuchali opowieści o tym jaki to bałagan po sobie zostawili w dziale sztuki współczesnej sygnatariusze Listu Otwartego i czego to nie zrobili, choć przecież mieli okazję. A teraz mają czelność publicznie mówić o zaniedbaniach, zamiast najpierw przyjść do dyrektorskiego gabinetu porozmawiać.

    Tymczasem to, o czym list traktuje nie jest brakiem pieczy nad dziełami złożonymi w magazynie, bo tam niestety większość kolekcji, w świetnych warunkach, jak mogliśmy po konferencji zobaczyć, niestety przebywa. Zaniedbanie, o którym mowa jest raczej brakiem koncepcji na Kolekcję Osiecką. Brakiem pomysłu na to czym jest, czym może być, zalążkiem czego może się stać.

    Na pytanie dlaczego Kolekcja Osiecka nie była istotnym elementem obchodów 750 lecia Koszalina dyrektor Jerzy Buziałkowski  rozbrajająco szczerze przyznał, że było w tym czasie parę innych zadań bieżących. Jednocześnie jedyną formą włączenia się Muzeum w Koszalinie w obchody 50. rocznicy wydarzenia jakim był Panoramiczny Happening Morski Tadeusza Kantora jest planowana konferencja i panel dyskusyjny. Co prawda w lipcu i sierpniu czynna będzie czasowa wystawa, a w Ministerstwie Kultury leży wniosek o dofinansowanie katalogu prezentującego całą Kolekcję Osiecką. To ciągle jednak jest mało.

    „W 2017 przypada 100. rocznica pierwszej znaczącej manifestacji polskiej awangardy. Z tej okazji Muzea Narodowe w Polsce przygotowują szereg spotkań, wystaw i sympozjów uświetniających to wydarzenie. Honorowy patronat nad jubileuszem objęli prezydent Andrzej Duda i Polski Komitet UNESCO. Przy odrobinie wysiłku Koszalin ze swoją Kolekcją mógłby znaleźć się w głównym nurcie tego jubileuszu.” piszą sygnatariusze Listu Otwartego i mają zupełną rację.

    W tym samym dniu, gdy dyrektor koszalińskiego Muzeum bronił swej czci na konferencji prasowej, w Bibliotece Publicznej na otwartym spotkaniu Zespołu ds. budowy Programu Promocji Miasta szukano tożsamości Koszalina i zastanawiano się do czego w jego historii można nawiązać, co wyeksponować, co przełożyć na cele promocyjne i kampanie marketingowe. Szkoda, że cała energia dyrektora Muzeum idzie w kierunku, by udowodnić wszystkim, że się nie uda, że muzeum sztuki współczesnej w Koszalinie to jakaś fanaberia i oby tylko nie powstało w strukturach muzeum. Tymczasem to właśnie Muzeum w Koszalinie jako właściciel Kolekcji powinno przekonywać decydentów na wszystkich możliwych szczeblach, że jest ona ważna, istotna i zasługuje na to, by zaistniała w przestrzeni kulturalnej miasta.

    A Kolekcja Osiecka zaistnieć może w świadomości mieszkańców. Trzeba ją po prostu oswoić. Wielu o niej nie wie, wielu jej nie rozumie. Nie rozumiemy sztuki współczesnej, najczęściej dlatego, że nie wiemy jak ją odczytać. Lekcje muzealne o kolekcji osieckiej dla dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów, współpraca z Instytutem Wzornictwa – niech studenci robią w ramach zajęć projekty wystaw, pawilonów związanych z kolekcją osiecką. Takie działania odpowiednio nagłośnione mogą sprawić, że Osieki ożyją w świadomości koszalinian. Można multiplikować dalej pomysły, które nie niosą za sobą szczególnych kosztów, ale to chyba nie dziennikarze powinni robić, a Muzeum.

    Już prawie mimochodem ogłoszony plan likwidacji Działu Sztuki Współczesnej i włączenie go do Działu Sztuki Dawnej, jakkolwiek zapewne racjonalny ekonomicznie, sprawia, że obawy sygnatariuszy Listu Otwartego przybierają realne kształty. Trudno przypuszczać, by wobec takiego obrotu spraw wokół Kolekcji Osieckiej mogły być ogniskowane działania i fundusze.

    Chciałabym też zwrócić uwagę, że to jest najzupełniej normalna rzecz, iż o Kolekcji Osieckiej, o działaniach wokół niej czy też o braku działań rozmawia się publicznie. Kolekcja jest w pewnym sensie własnością publiczną i dyrektor Muzeum w Koszalinie musi się z tym pogodzić, że o jej losach i tym co się z nią dzieje mówi się i będzie się mówiło publicznie. Takie są zwyczaje w demokratycznych społeczeństwach, że o sprawach publicznych mówi się publicznie, a nie w zaciszu dyrektorskich gabinetów.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.