Koszalińska porodówka czyli jak się rodzi w Koszalinie


    Symbolicznie w Dzień Mamy postanowiłyśmy rozpocząć cykl o okolicznych porodówkach. Jako pierwszą opisujemy nam najbliższą czyli oddział położniczy w koszalińskim szpitalu. To takie specyficzne miejsce w szpitalu, bo jednak w większości trafiamy tu zdrowe, by urodzić zdrowe dzieci, a jednak ciągle to szpital.

    Rzeczywiście najczęściej są to ciąże fizjologiczne – mówi dr Przemysław Kaczanowski, ordynator położnictwa w Koszalinie. – Nie można jednak zapominać, że jesteśmy ośrodkiem trzeciego stopnia referencji i trafiają do nas pacjentki również z ciążami obarczonymi dużym ryzykiem, zarówno dla ciężarnych, jak i dla dzieci. Na porodówce mamy więc i różne przypadki chorobowe i prawidłowo przebiegające ciąże i porody.

    Zawsze chcemy, aby poród był wyjątkowym momentem i byśmy były otoczone życzliwymi ludźmi. To trudne do uzyskania w szpitalu, ale nie niemożliwe. – Kontakt ze szpitalem jest zawsze stresujący i my to rozumiemy – tłumaczy doktor Kaczanowski. – Kobiety trafiają do obcych pomieszczeń, do obcych ludzi, a dodatkowo niosą ze sobą strach o siebie i o dziecko. Staramy się, aby jak najbardziej ten stres na wejściu złagodzić.

    Czy rodzimy po raz pierwszy, czy po raz kolejny zawsze jedziemy do szpitala z jakąś wizją przebiegu tego porodu w głowie. Co z niej zostaje? Czy szpital respektuje nasze potrzeby i prośby? Doktor Kaczanowski mówi, że każda pacjentka może skonstruować swój plan porodu. – Taki plan jest często tworzony w szkole rodzenia, akceptowany przez lekarza prowadzącego. My oczywiście taki plan honorujemy, ale musimy go zweryfikować i dostosować do realiów koszalińskiej porodówki. Pewnych wymogów i oczekiwań nie jesteśmy w stanie spełnić. Nie mamy miejsca na przykład do porodów w wodzie więc tak urodzić u nas po prostu się nie da. Na porodówce musi więc powstać wspólny plan uwzględniający realia szpitala i potrzeby rodzącej. Ordynator zapewnia jednak, że każdy jego punkt jest sygnowany przez rodzącą i położną. A te punkty to między innymi zgoda na podłączenie do ktg, zgoda na podanie oksytocyny, zgoda na nacięcie krocza.

    Przymusowe leżenie czeka nas tylko na początku pobytu w szpitalu. To 25 minutowy zapis ktg. Póżniej aktywny poród jest jak najbardziej możliwy.

    Jednym z częstych punktów w planie porodu jest podanie znieczulenia. Niestety nie jest ono dostępne w koszalińskim szpitalu. Doktor Kaczanowski mówi, że warto jednak uściślić pojęcie znieczulenia. – Znieczulenie to jest forma łagodzenia bólu i ta forma może mieć różne postacie. Może to być masaż i to jest dostępne na naszym oddziale. Mamy aktywne porody, rodząca może chodzić, korzystać z piłek, z imersji wodnej pod postacią prysznica to też są rzeczy, które łagodzą ból. Jest też możliwość korzystania z pasów tens, z podtlenku azotu. Wszystko to jest dostępne i jak najbardziej wykorzystywane przez rodzące w naszym szpitalu. Znieczulenie zewnątrzoponowe dostępne jest tylko ze wskazań medycznych i decyduje o tym anestezjolog.

    Wskazania medyczne prowadzą nas do cesarskiego ciecia. Nie zawsze udaje nam się urodzić siłami natury. Jak taki poród wygląda w koszalińskim szpitalu? Jeśli decyzja o cięciu cesarskim następuje podczas porodu pacjentka musi wyrazić zgodę na taką procedurę i wypełnić ankietę anestezjologiczną. Następuje wkłucie do żyły i cewnikowanie, choć to ostatnie, w miarę możliwości juz po podaniu znieczulenia. Następnie pacjentka przewożona jest na blok operacyjny. Nawet przy tak zmedykalizowanym porodzie koszaliński szpital zapewnia kontakt matka – dziecko skóra do skóry. – Mieliśmy szkolenie całego pionu ginekologiczno-położniczego, w którym uczestniczył personel średni i lekarski i w zasadzie już od pół roku każda ciężarna jest tak przygotowywana do porodu poprzez cesarskie cięcie, by po wydobyciu dziecka i ocenie pediatrycznej była możliwość jak najszybszego kontaktu skóra do skóry.

    Często jeśli z różnych przyczyn poprzedni poród odbył się przez cesarskie cięcie bardzo chcemy urodzić kolejne dziecko siłami natury. Ordynator koszalińskiego położnictwa zapewnia, że w tym przypadku możemy liczyć na duże wsparcie. – Zachęcamy pacjentki do podjęcia próby porodu siłami natury i często nam się to udaje. Oczywiście często są wskazania medyczne, które takie próby wykluczają.

    Narodziny dziecka to bardzo intymny moment i mimo, że dzieje się w szpitalu chcielibyśmy mieć wtedy bliskie osoby przy sobie. Jeśli rodzimy w Koszalinie jest to możliwe bez dodatkowych opłat. Warto jednak zadbać zawczasu o drobne w kieszeni na ochraniacze na obuwie i jednorazowy fartuch dla osoby towarzyszącej. Często bowiem proces rozmieniania pieniędzy bywa dłuższy niż czas porodu. Koszaliński szpital dysponuje trzema jednoosobowymi salami porodowymi. Dwie z nich są zawsze dostępne do porodów rodzinnych. Jedna sala, która jest blisko skomunikowana z salą operacyjną raczej nie jest do tego wykorzystywana. Za to tam właśnie w przypadku tłoku na porodówce wstawiane jest dodatkowe łóżko. – Koszalin ma dużo porodów – mówi doktor Kaczanowski. – Często nie udaje nam się zapewnić sali do porodów rodzinnych. Przekazujemy wtedy rodzącą na salę bez takiej możliwości i gdy tylko zwalnia się miejsce i jest jeszcze czas na to, rodząca przechodzi do sali rodzinnej.

    Standardem jest już od bardzo dawna, że dwie godziny po porodzie matka spędza z dzieckiem w kontakcie skóra do skóry. To tak zwana dwugodzinna obserwacja czwartego okresu porodu. Pediatra po porodzie tylko pobieżnie określa jego stan i podaje liczbę punktów w skali Apgar, zaś mierzone i ważone jest ono po dwóch godzinach spędzonych przy matce.

    Ordynator oddziału zapewnia, że jeśli chodzi o opiekę laktacyjną  to personel średniego i wyższego szczebla jest cały czas szkolony i  stara się zapewnić pomoc, jeśli jest ona potrzebna. – Mamy doradców laktacyjnych. To w szczególności jest oddziałowa oddziału neonatologii, pani Barbara Ponurko i personel oddziału noworodkowego. 

    A jak koszalińska porodówka wygląda z innej strony? Agnieszka pierwsze dziecko urodziła dziewięć lat temu w Białogardzie. Teraz karmi właśnie córeczkę urodzoną kilka dni temu w koszalińskim szpitalu. – Widzę ogromną różnicę. Nie wiem czy to jest kwestia miejsca czy czasu. Było dużo lepiej niż za pierwszym razem. Wtedy mi małą zabrali i nie miałam z nią kontaktu bardzo długo. Teraz w zasadzie poza dwoma badaniami miałam córkę cały czas przy sobie. Bardzo się bałam porodu w szpitalu, ale było nie najgorzej. 

    W szpitalu jeśli wszystko jest w porządku matka z noworodkiem spędza trzy dni. Jeśli coś dzieje się z dzieckiem wtedy pacjentki z Koszalina są wypisywane do domu, a te spoza Koszalina mogą liczyć w miarę możliwości na miejsca hotelowe w szpitalu.

    Pamiętajcie, że zgłaszając się do szpitala musicie mieć dowód osobisty i kartę ciąży, dokumentację medyczną dotyczącą przyjmowanych leków. Bardzo ważny wynik to wynik swojej własnej grupy krwi. Ordynator położnictwa podkreśla, że powinien być to wynik badania, a nie wpis na przykład do karty ciąży. Z mniej medycznych rzeczy powinnyście spakować szlafrok, koszulę, kapcie, ręcznik i kosmetyki. Butelka wody niegazowanej będzie bardzo potrzebna podczas porodu. Dla noworodka szpital zaleca 1 komplet ubranek – koszulka, kaftanik, śpioszki, 2 pary skarpet i czapeczka. Rzeczy takie jak biżuteria czy całe torebki lepiej zostawić w domu lub oddać do szpitalnego depozytu.

    Życzymy Wam szybkich porodów i szybkich powrotów do domu!

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.