Koszalińskie Ciastko całe w lukrze


    Wygląda na to, że jeszcze chwila, a przegonimy Toruń. Nie dość, że produkujemy koszalińskie pierniki, to teraz mamy jeszcze zupełnie autorski produkt – ciastko kruche artystycznie lukrowane. Gdy umawiam się na rozmowę, mam wrażenie, że cała produkcja to dzieło jednej osoby. Gdy jednak się spotykamy okazuje się, że panie są dwie. Beata zajmuje się pieczeniem, a Joanna lukrowaniem. Na co dzień razem pracują robiąc coś zupełnie innego niż ciastka, a od jakiegoś czasu postanowiły połączyć siły i wnieść coś kreatywnego do swojego życia robiąc przy okazji coś dla innych.

    Na Boże Narodzenie piekłyśmy pierniki, tak tradycyjnie – mówi Beata. – Na inne okazje – komunie, śluby, chrzciny czy teraz na Wielkanoc robimy ciasteczka kruche, maślane.Dekoruję je potem lukrem królewskim – dodaje Joanna. – Na początku barwiłam lukier, a teraz zaczęłam się bawić w malowanie. Większą frajdę mi to sprawia. Więcej jest też pracy, ale też więcej satysfakcji.

    Zastanawiam się czy, gdy coś, co na co dzień jest frajdą zaczyna być zleceniem, nie staje się nużące. – Gdy mamy większe zamówienie po prostu odpalam fabrykę w kuchni i produkuję. Sama z pieca wychodzą – śmieje się Beata. – Jak kończymy jakieś większe zamówienie i zaczyna się taki zastój, to zaczyna mi czegoś brakować – opowiada Joanna. – Nie ma jeszcze zresztą tych zamówień tak dużo. Tylko raz, na Boże Narodzenie, jak do tej pory miałyśmy taką sytuację, że zamówienia były z dnia na dzień. Beata przywoziła mi wtedy ciastka w okolicach 21.00 – 22.00, a ja musiałam mieć je na rano już gotowe, polukrowane. Mało snu wtedy było.

    Nurtuje mnie, jak powstają projekty ciastek. Autorska kreatywność czy odpowiedź na potrzebę klienta? – Czasem trzeba połączyć jedno i drugie. Miałyśmy panią, która potrzebowała prezentu dla swojego szwagra, który był brytyjskim bankowcem. Zrobiłyśmy projekt – pan z cygarem, z brzuszkiem. Okazało się, że musimy go wyszczuplić, bo pan jest bardzo wysportowany – tłumaczy Joanna. – Generalnie pomysł powstał z rozmów i życzeń klientki. Mamy jakieś schematy, które robimy na Boże Narodzenie, Wielkanoc czy komunię, ale też wiele jeszcze pomysłów nie zrealizowanych. Większość ciastek powstaje z foremek, ale zdarza się, że trzeba coś lepić ręcznie. 

    Joanna z wykształcenia jest plastykiem i jak mówi, dla niej malowanie lukrem to forma samorealizacji. Zawodowo nie robi niczego związanego z twórczością więc to sposób na zrealizowanie pasji. Beata mówi, że dla niej to też pewnego rodzaju odskocznia. Ma pracę, małe dziecko, a ciastka to zupełnie inny świat.

    Na razie Ciastko Całe w Lukrze ma zostać tym czym jest czyli przyjemnością. Nie znaczy to jednak, że panie nie zamierzają się rozwijać. Myślą o wprowadzeniu bardziej przestrzennych form, tak by ciastka były mniej płaskie, a bardziej 3D. – Mamy mnóstwo pomysłów, które czekają na realizację! – mówią razem Beata i Joanna.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.