Koszmatki – koszalińskie przytulanki


    Gdy moje córki zobaczyły Koszmatki na II Targach Sztuki i Dizajnu stanęły jak zamurowane i drgnęły dopiero, gdy każda z nich tuliła swojego kota. A że koty były niecodzienne zapragnęłam z ich autorką, Marceliną Starzonek porozmawiać o tym jak powstają.

    Gdzie jest początek tej historii?

    Jak zwykle to był przypadek. Mojej kuzynce urodził się syn. Powstało pytanie co kupić dziecku, które będzie miało wszystko. Obejrzałam sobie też wtedy zabawki w sklepach i się załamałam. Okropne kolory, kształty, faktury, wszechobecny poliester. Te zabawki były po prostu brzydkie. Umiem szyć, mam jakieś wyczucie estetyki więc stwierdziłam, że coś zrobię. Tylko co? Jeszcze jako nastolatka jeździłam do Francji jako au pair. Dziewczynka, którą się opiekowałam miała królika. I to była jej ukochana zabawka. Stwierdziłam więc, że zrobię takiego dla Szymona. Potem wszyscy sie zachwycali – jaki fajny więc zrobiłam drugiego i trzeciego. Przyszły koszalińskie Targi Sztuki i Dizajnu. Zgłosiłam się w ostatniej chwili. Bardzo pozytywnie, ciepło i miło te moje króliki zostały odebrane. Potem były kolejne imprezy i tak to się zaczęło dziać.

    15253480_959354610837623_3646414695900725487_nZa Koszmatkami kryje się pewna idea.

    Uważam, że rodzice zarzucają dzieci zabawkami. Ja bym chciała żeby ta jedna moja zabawka była tą jedną, wybraną. Żeby nie była kolejną w worku czy na półce.

    Świadomie też zdecydowałaś się na cenę Twoich zabawek.

    Tak. Nie są bardzo tanie.  Chcę w ten sposób zmusić do przemyślanych zakupów. Powiedzieć klientom – kup jedną, przemyślaną zabawkę. Na jednych targach zaobserwowałam, że ludzie chętnie się decydowali na zakup rzeczy po 20, 30 złotych, ale liczył się fakt kupna, a nie to co kupili. W zamian za cenę ja daję unikalność zabawki. Każda jest osobno skrojona. Nie kopiuję linków z internetu tylko sama dochodzę z każdym kolejnym koszmatkiem do ideału.


    15235637_955060867933664_6621203617817466727_oZaczęło się od królików…

    … później były różne inne zwierzątka, a teraz hitem są kotki. Na ostatnich targach wszystkie się rozeszły i teraz czekam na kolejny miot. Rozejrzałam się tak ostatnio i stwierdziłam, że z kotkami jest słabo. Pojawiają się różne inne zwierzątka, ale kotków jest mało. Sama ze swojego dzieciństwa pamiętam kotka z czerwonym brzuszkiem w białe groszki. Muszę takiego zrobić.

    14124557_875473579225727_1876546833908534085_oSama nie masz dzieci, ale koszmatki wydają się idealnie przemyślane.

    Zmysł obserwacji być może. To jest dokładnie to, co chciałabym dać swojemu dziecku jeśli je kiedyś będę miała.

    Twoje kotki idealnie nadają się do ciągnięcia za sobą.

    Właśnie takie miały być. Miękkie. Żeby dziecko mogło zasnąć, przytulić się, to też miała być alternatywa dla pieluchy, którą dzieci lubią często miętosić w rękach. Ta moja francuska dziewczynka ssała nogę czy rękę królika. Nie było to specjalnie higieniczne, ale lubiła to robić. Staram się używać tylko naturalnych tkanin. Stąd bawełniana frota. Bardzo praktyczna. Można ją uprać ze dwadzieścia razy i będzie miała taką samą strukturę. Imitacja futerka po praniu wygląda słabo. Przemyślałam praktyczność tego wyrobu. Skoro to ma być zabawka na ileś tam lat to chciałabym, żeby przetrwała w dobrej formie. Dlatego właśnie używam bawełny, dresówki, płótna. Nie stosuję guziczków, koralików, żadnych metalowych, plastikowych oczek. Nic co dziecko mogłoby połknąć, odgryźć, zadławić się. Ze względów bezpieczeństwa, ale też nie chcę by było w nich cokolwiek syntetycznego.

    14468655_901073323332419_2950435733010150550_oUnikasz w swoich projektach kolorów.

    Robię to świadomie i celowo. Kolory naturalne – szary, beżowy, kremowy – to też są kolory. Nie są agresywne i nachalne. Dla dziecka czarny kolor to też jest kolor. To my, dorośli mamy obiekcje co do tego koloru. Były czarne króliki i czarne kotki i nie było problemu. Dzieci świadomie wybierały – taki, czarny. Mamy teraz taki atak zewsząd kolorów, bodźców, że Koszmatkom kolory nie są już potrzebne.

    Czym wypełniasz koszmatki?

    Antyalergiczną kulką silikonową. Ona bardzo ładnie zachowuje się w praniu. Nie zbija się.

    Jak dużo koszmatków szyjesz?

    Trudno mi to określić. W czasie wakacji uszyłam około stu. Teraz w tym zimowym okresie około osiemdziesięciu. Nie jest też tak, że szyję non-stop. Jednego dnia jestem w stanie uszyć tylko dwa. To nie jest fabryka.

    13996281_867698963336522_1356471431531510939_oGdy je szyjesz to zaludniają Ci mieszkanie?

    Tak. Trzymam je w workach, koszykach, na kanapie. Takie życie z koszmatkami.

    Znalazłaś swój sposób na zarabianie pieniędzy?

    Domu z basenem to z tego raczej nie będzie, ale zdecydowanie robię to co lubię.

    UDOSTĘPNIJ

    Dziennikarka. Pracowała w „Architekturze-murator”, Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.