Krzysztof Burzyński – pomocnik wizjonera


    Sam o sobie mówisz, że jesteś pomocnikiem wizjonera. Czym Ty się właściwie zajmujesz zawodowo?

    Może bardziej byłoby to jasne, gdyby powiedzieć, że jestem pomocnikiem lidera. Jeśli człowiek ma jakiś pomysł, ja to nazywam wizją, na coś co nie jest małe, co ma trwać dłużej w czasie i przestrzeni to musi otaczać się ludźmi. Musi ich dobrać stosownie do potrzebnych mu kompetencji. Potrzebuje jednak też osoby, o której się nie mówi. Kogoś kto go wspiera w podjętym działaniu. Kogoś kto może robić którąś z tych rzeczy technicznych, ale jednocześnie wspiera go mentalnie i rozumie tę wizję. Czasem go wspiera, czasem go krytykuje. Jest przyjacielem, prawą ręką szefa. Kimś takim właśnie jestem.

    To nie jest kierunek, którego uczą na studiach.

    Pracując z moim przyjacielem przy prowadzeniu sieci sklepów zoologicznych, którą wspólnie założyliśmy zauważyłem, że w pewnym momencie znikła moja rola techniczna. W pewnym momencie nie miałem nic do roboty, ale mój przyjaciel mnie potrzebował, żeby rozwijać kolejne pomysły. Stałem tak trochę obok i widziałem trochę więcej i dalej. Wtedy odkryłem dla siebie tę rolę i tak ją właśnie nazwałem – pomocnik wizjonera.

    Myślę, że często ludzie, którzy mają jakiś pomysł biznesowy, zwłaszcza jeśli jest to coś, co będą robili po raz pierwszy w życiu, wiedzą dokąd chcą dojść, ale nie wiedzą którędy iść. Czy Ty jesteś taką osobą, która może poprowadzić ich za rękę?

    Tak. Ja po prostu widzę drzewa tam, gdzie inni widzą las. Mam właśnie takie doświadczenia z moimi klientami. Pewna osoba prowadzi bardzo poczytnego bloga, dzieli się z czytelnikami bardzo wartościową treścią. Ludzie wręcz zarzucają ją mailami, pytaniami, chcą wiedzieć więcej. Ta moja klientka zupełnie nie wiedziała, jak zmonetyzować tego bloga, jak tę pracę, doświadczanie, wiedzę zamienić na pieniądze. Moją rolą było pokazanie, że można zrobić taki produkt, w taki sposób go wypromować, w taki sposób go sprzedać. To jest jedna rzecz, taka bardziej techniczna. Moja praca polega też na przekonaniu tej osoby, że jej praca posiada wartość, że warto się cenić, że nie warto dawać niskich cen, bo ludzie, gdy mają potrzebę nie patrzą na ceny.

    Gdy ktoś juz rozwinął kilka swoich pomysłów biznesowych wie, jak ludzie tacy jak Ty są potrzebni przy rozwijaniu idei, ale i przy konkretyzowaniu poszczególnych etapów, działań. Natomiast dla kogoś, kto próbuje zrealizować swój pierwszy pomysł jesteś kosztem, którego najczęściej nie przewiduje w biznes planie. 

    Osoby, które zaczynają najczęściej robią to bez pieniędzy. Sam tak zaczynałem więc rozumiem bardzo dobrze tę sytuację. Do takich osób ja nie dotrę i zdaję sobie z tego sprawę. Chyba nawet nie specjalnie takich osób szukam. Mam też poczucie, że takie osoby same chcą przejść przez ten proces i same chcą się czegoś nauczyć nawet ryzykując porażkę. Ja szukam osób, które już mają rozwinięty biznes lub mają po prostu więcej pieniędzy.

    Albo mają po prostu większą świadomość, wiedzą że fachowe doradztwo pomoże w dotarciu do założonego celu bardziej niż na przykład nowe ksero czy drukarka.

    Dla mnie liczy się kontakt bezpośredni. Ważne jest, abyśmy mogli się zrozumieć, wejść w swoje światy i zrozumieć, że mamy coś ze sobą wspólnego.

    Gdy taki ktoś Cię zatrudnia to co jest twoją pracą, zakresem tego co robisz?

    To zależy od projektu. Te projekty są tak bardzo różne, że aż czasami się zastanawiam dlaczego ja w czymś biorę udział. Raz dostaję wynagrodzenie za konkretny czas, który poświęcę projektowi, a czasami za konkretną pracę. Techniczne sprawy, którymi się mogę zająć to: koordynator działań, katalizator pomiędzy szefem a pracownikiem, obejście problemu bardziej “partyzanckimi”, ale skutecznymi rozwiązaniami, stworzenie strategii marketingu online i techniczna jej obsługa, napisanie i wydanie książki, zrealizowanie wideo, poprowadzenie szkolenia, doradztwo w powyższych zakresach. Ta lista co jakiś czas jest uzupełniana o nowe umiejętności.

    Jesteś przykładem tego, jak bardzo zmieniło to czym jest w tej chwili praca. Co chwila powstają nowe zawody, o których nam się jeszcze nie śniło, ale nasza wyobraźnia słabo to ogarnia. Spotykasz się z niezrozumieniem tego, co Ty właściwie robisz? Na urodzinach kolegi czy koleżanki Twojego dziecka tak od razu mówisz innym rodzicom, że jesteś pomocnikiem wizjonera?

    Tak, non-stop spotykam się ze zdziwieniem. Ludzi cały czas intryguje ta nazwa, chcą się dowiedzieć, co to właściwie znaczy. Ja też się długo zastanawiałem jak się mam promować i co chcę wyrazić. Doszedłem do wniosku, że nie wiem jak mam inaczej nazwać to, co robię i zostanę przy tej nazwie choćby budziła zdziwienie. Nie szukam też powszechnego zrozumienia. Szukam pojedynczych osób. Wtedy też takim osobom tłumaczę coś, co łatwiej jest zrozumieć. Że czasem robię szkolenia. To można zrozumieć. Że czasami komuś doradzam. To też jest znane. Że moim zadaniem jest koordynowanie projektu. Te trzy elementy zazwyczaj wystarczają, żeby padło rozumiejące „Aha”.

    Ja zatem znajdujesz klientów?

    Trafiam do nich przede wszystkim z polecenia.

    Też masz te bolączkę wszystkich wolnych strzelców czyli płynność finansową?Ten stres, że trzeba koniecznie mieć przed sobą co najmniej jeden projekt, by dopływ gotówki był regularny?

    Tak, to jest tak jak mówisz bolączka wszystkich freelancerów.  Początki były bardzo trudne. Gdy zaczynałem to wychodziłem z długów więc byłem nawet nie na zero tylko na minusie. Dzisiaj te długi w dużej mierze są pospłacane. Jednak mając rodzinę nigdy nie można poczuć takiej zupełnej ulgi finansowej. Dzisiaj dążę też bardziej do tego, by znaleźć, może nie do końca pasywne, ale bardziej stałe współprace. Mam w tej chwili trzy projekty, które co miesiąc przynoszą mi pewien dochód. Często nie są zbyt duże, ale wiem że są.

    To pozwala też na większe ryzyku przy podejmowaniu decyzji czy wybieraniu projektów, w które chcemy się zaangażować.

    Zdecydowanie! Tylko wtedy można sobie powiedzieć – z tym gościem nie współpracuję.

    Zainteresował mnie rozstrzał tematyczny Twoich projektów. Pojawiają się i sklepy zoologiczne, sporo rzeczy robisz online i w tych kwestiach doradzasz, ostatnio widać Twoje zaangażowanie w grę rekrutacyjną „Kandydaci”. Czy tak szerokie spektrum Twoich zainteresowań nie działa na Twoją niekorzyść. Jak przekonujesz ludzi, że jesteś specjalistą od czegoś, skoro jesteś od wszystkiego?

    Rozumiem o czym mówisz. Panuje takie przekonanie, że powinniśmy się skupić na danej dziedzinie, zzoomować się, nie rozpraszać, nie skakać od sasa do lasa. Ja się z tym w pełni zgadzam tylko to u mnie nie działa. Przekonuję ludzi chyba tym, że umiem udzielić konkretnej odpowiedzi na konkretne pytanie. Ta wszechstronność daje mi to, że przy każdym projekcie uczę się czegoś nowego. Poza tym, ja mam dobry kontakt z ludźmi. Ludzie mi naturalnie ufają.

    Ciekawa jestem czy Ty tę Twoją pasję do biznesu wyssałeś z mlekiem matki. Biorąc pod uwagę, że masz brata, który jest między innymi autorem podcastu „Opowieści pastora przedsiębiorcy” to chyba całkiem prawdopodobne przypuszczenie?

    Jestem żywym przykładem tego, że twierdzenie iż do biznesu trzeba mieć wrodzoną smykałkę jest nie prawdziwe. Ja i mój brat kompletnie nie mieliśmy szans, by nasiąknąć duchem przedsiębiorczości. Nasi rodzice pracowali każde w swoim zakładzie przez kilkadziesiąt lat. Byliśmy taką zwyczajna rodziną z tamtych czasów. Dla mnie synonimem bogactwa było to, że ktoś ma samochód. My go nie mieliśmy, a później, gdy to już nie było tak kompletnie niemożliwe obaj mieliśmy spore mentalne problemy, żeby zdać na prawo jazdy. Teraz jest to śmieszne. Dochodzenie do przedsiębiorczości to był proces. Proces, który przeszedłem, którego się nauczyłem tworząc z przyjacielem sieć sklepów zoologicznych. Wielu rzeczy się nauczyłem, wiele zrozumiałem. Między innymi to, że po prostu trzeba działać, a nie czekać, aż nastąpią wszystkie korzystne okoliczności.

    A jak ten proces przebiega? Co byś radził osobom, które chcą ruszyć z miejsca, w którym są i się na coś poważyć?

    Z kim przestajesz takim się stajesz. Czasami trzeba poznać innych ludzi. Przebywać z innymi ludźmi, pogadać, zrozumieć dlaczego działają, jak działają. Trzeba też odkryć swoja pasję, swoją dobrą stronę. Trzecia sprawa, może najważniejsza to działanie. Znam wiele osób, które bardzo długo myślą, myślą i nic nie robią. Postawienie jednego małego kroku jest dużo więcej warte niż myślenie nad projektem. Często ktoś myśli – musze mieć najpierw produkt i dopieszcza go w głowie. Ja mówię – nie, najpierw musisz mieć ludzi, którym dasz coś wartościowego. A zbieranie gromadzenie takich ludzi wokół siebie możesz zacząć od zaraz.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.