Marcin Borchardt – aktor po godzinach


    Fot. Izabela Rogowska

    Szybko mówi, szybko żyje więc i kawa, na którą się spotykamy też jest szybko pita. Marcin Borchardt, to aktor który właśnie rozpoczyna w Koszalinie kolejny projekt. Choć jak sam przyznaje – na odpoczynek na razie nie ma czasu, to wcale na ten brak nie narzeka.

    Mam wrażenie, że jesteś takim niespokojnym duchem, i że poza sceną teatralną jest Ciebie w Koszalinie, dużo. Z czego to wynika?

    Jak to z czego? Z chęci działania, robienia różnych rzeczy, poznawania nowych ludzi. Mieszkania w określonej społeczności. To jest integracja z nią, współdziałanie. I mi się to po prostu podoba. Nie ma w tym jakiegoś zalatania – narzekania, że jest tego dużo, tylko fascynacja i zabawa. Dużo różnych rzeczy można robić poza teatrem, który oczywiście jest bazą, w której pracuję, ale też jest potrzeba pewnego oddechu, spotkania z innymi ludźmi, z odmienną perspektywą i w innym miejscu. I to wszystko dają mi inne wykonywane przeze mnie prace. Dzięki temu, poprawia się też moje samopoczucie.

    A czy możesz powiedzieć, że coś, z tego co robisz, daje ci więcej satysfakcji, a coś mniej?

    Nie, ponieważ są to tak różne rzeczy, a satysfakcja wynika z tego, że wszystko co robię, w jakiś sposób się łączy. Że to jest multiciekawie i jest dużo różnych projektów, w które człowiek wchodzi i cały czas cos się dzieje. Nie ma rutyny i jest fajnie.Nie jesteś koszalinianinem, a skąd do nas przyjechałeś?

    Przyjechałem z Gdańska – tam mieszkałem, a studiowałem we Wrocławiu i od razu po studiach trafiłem do Koszalina. Czyli tak jak wspomniałem, te moje różne działania, to jest wrastanie w społeczność.  Kiedy przyjechałem kilka lat temu do Koszalina i miałem jedną premierę w teatrze i sporo czekania na pracę, to zastanawiałem się co robić z wolnym czasem, czym się zająć, gdzie pójść i to też był sposób na poznanie tego miasta.

    I jak ci idzie, to poznawanie?

    Bardzo dobrze. Poznałem je dość mocno, zżyłem się z miastem i ludźmi. Czuję, że zaczynam je współtworzyć, robiąc pewne rzeczy i podoba mi się to jak najbardziej i wrosłem w to. Może to oklepane stwierdzenie, ale prawdziwe, że miasto to ludzie i kiedy oni zaczynają się poznawać, to dopiero wtedy czują, że są jego mieszkańcami.

    Czyli, Ty już możesz powiedzieć, że jesteś mieszkańcem Koszalina?

    Tak, zdecydowanie i nie myślę, że jest to jakiś przejściowy etap  w moim życiu. Zakładam, że jest to etap rozwoju i to są pierwsze kroki do coraz szerszych działań i może na większą skalę, ale nie wiążę tego z myślą, że miasto jest etapem przejściowym.

    Trzeba też uczciwie powiedzieć, że Koszalin daje mi możliwości. Starałem się o angaż do innych teatrów – nie dostałem się, a tu się udało. Tu mieszkam i pracuję i mam to szczęście, że dano mi do robienia tyle różnych rzeczy, dzięki którym mogę się realizować. Mam możliwość spróbować wielu rzeczy w różnych dziedzinach i zdaję sobie sprawę z tego, że w wielu miastach nie miałbym takiej szansy.

    To prawda, że dano ci sporo możliwości pracy, bo i teatr, różnego rodzaju warsztaty, teatr 105 w Centrum Kultury, a teraz kolejny projekt „Aktorzy po godzinach”, który wbrew dacie startu – 1 kwietnia, jest jak najbardziej poważnym projektem. Filmowa zajawka jest mocno tajemnicza, a zdradzisz jakieś szczegóły?

    To inicjatywa „Impro”, która jest inicjatywą stowarzyszenia „Aktorzy po godzinach”, które od kilku miesięcy działa w Koszalinie. Jednak nie do końca będzie się to wiązać z naszymi występami. Chcieliśmy stworzyć scenę improwizacji jako ideę do wykorzystania dla innych, a nie kolejną scenę, na której my będziemy improwizować. A skąd się to wzięło? Improwizacjami bawiłem się jako licealista, kiedy grałem w teatrze amatorskim. Pokochałem wtedy improwizacje i te aktorskie i kabaretowe – to było dla mnie niesamowite doświadczenie. Potem wyjechałem na studia i jako aktor profesjonalny miałem z tym do czynienia w niewielkim procencie. Na szczęście mam część znajomych, którzy są cały czas związani z trójmiejską sceną improwizacji, gdzie regularnie się spotykają i grają na scenach. Teraz chcąc po pierwsze samemu do tego wrócić, a po drugie pokazać innym jakie to jest fajne,  po trzecie móc się pobawić tą improwizacją, zaprosiłem do Koszalina, trójkę znajomych, którzy wzięli udział w pierwszej IMPRO w JazzBurgercafe. Może za jakiś czas znajdą się grupy, które będą chciały popróbować improwizacji, wejść na scenę, a w końcu stanąć do rywalizacji. To może ciekawie się rozwinąć. Wokół tego można budować kolejne spotkania, warsztaty, na których chętni będą mogli poznać tajniki improwizacji. W naszym IMPRO, uczestniczyć można w różnorodny sposób. Niekoniecznie trzeba wychodzić na scenę, można przygotować filmik reklamowy, zrobić plakat. Jedna wielka improwizacja, ale róbmy to…

    Czy to ma się odbywać cyklicznie, czy to wydarzenie jednorazowe?

    Jak najbardziej cyklicznie. Mamy zaplanowane do wakacji trzy spotkania, kolejne odbędzie się na przełomie kwietnia i maja, a potem jeszcze jedno. Potem będą wakacje, a po nich wrócimy już z dalszymi IMPRO, z udziałem prawdziwych gwiazd improwizacji w Polsce. Chcielibyśmy, by zimą już byli chętni, którzy zdecydują się wskoczyć na scenę i wziąć udział w improwizacji. Z racji wykonywanego przez nas zawodu, nie jesteśmy w stanie podać konkretnych dat, kiedy spotkania będą się odbywać. Będziemy chcieli organizować imprezy w dni powszednie, poza weekendem.

    Słuchając tego z jaką werwą opowiadasz o swoich projektach i tego jak szybko mówisz, zastanawiam się czy odpoczywasz?

    Nie oszukujmy się. Teraz jestem dość mocno tym wszystkim zaaferowany. Doba się kurczy, jest dużo pracy. Nasze stowarzyszenie, czyli „Aktorzy po godzinach”, to także biurokracja, poznawanie pewnych reguł, struktur, prawnych zależności, to wszystko zajmuje mnóstwo czasu. To także szukanie sponsorów, do spektaklu muzycznego, który właśnie szykujemy, a będziemy go prezentować 9 września w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym. Kluczem do spektaklu jest muzyka lat 1982-1990, kojarząca się z Rozgłośnią Harcerską, ale odnosząca się do wolności. W spektaklu chcemy zderzyć to jak było kiedyś i jak jest dzisiaj. Co myślę, interesujące, to mamy już potwierdzenie, że muzykę będzie nam robił Tymon Tymański. Na realizację tego projektu potrzeba sporej sumy, ale mamy pracujemy z nadzieją, że pieniądze się znajdą. Szukamy sponsorów. Plus teatr w CK105, Szkoła Muzyczna i różnego rodzaju zajęcia i warsztaty. Także, jest tego sporo. A kiedy byłem niedawno u laryngologa, który zapytał mnie: kiedy będzie pan miał czas milczeć, odpowiedziałem, że w lipcu. Wiem, że to nie brzmi optymistycznie.

    Czyli na odpoczynek nie masz teraz czasu?

    Nie mam, to prawda. Ale odpoczynek, to także fajne projekty, fajna zabawa, ale dnia wolnego jako takiego nie mam, by na przykład wyjechać z Koszalin. Może w Wielkanoc. Może…

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka, przez całe swoje zawodowe życie związana z Koszalinem i nie wyobrażająca sobie mieszkania daleko od morza i jezior. Zawsze ciekawa ludzi i rozmowy z nimi. Ceniąca interesującą fotografię i architekturę.