Marta Sokołowska – Mróz – partnerstwo jest zawsze dobre


    Mieszkając w Koszalinie, pracowała z usamodzielniającą się młodzieżą, która wychodzi z wiosek SOS oraz z dorosłymi „po przejściach”. We Wrocławiu trafiła do dzieci oraz była asystentem rodzin. W Poznaniu pracowała jako streetworker, a w Gdańsku znów pracuje z dziećmi. Poznajcie Martę Sokołowską – Mróz, koszalińskiego pedagoga, który nie boi się wyzwań w pracy.

    Moja praca z dziećmi zaczęła się we Wrocławiu, gdzie działa Fundacja PROM, która próbuje integrować polskie i romskie dzieci i pomagać im w radzeniu sobie z życiowymi problemami.
    To jest praca fascynująca, która chyba najmocniej pomaga ci się spotkać z tym co masz w środku. Jest odkrywająca i ja dzięki niej dowiedziałam się paru rzeczy o sobie, których wolałabym nie wiedzieć.
    Każdy z nas przeżywa i zazdrość i złość, i gniew i lubi władzę, i wszystkie te rzeczy wypływają w relacji z dziećmi. Dzieci w relacji z dorosłymi są tak naprawdę bezbronne. Oczywiście stosują szereg technik manipulacyjnych, szantaże emocjonalne, próbując w ten sposób jakoś sobie poradzić i okiełznać świat dorosłych, wobec którego są całkowicie zależne. Ale tak naprawdę, to my rozkładamy karty i w zależności z czego czerpiemy, to takie są dzieci. I jeżeli nagle odwracamy lustro i widzimy w dziecku nas, to widzimy rzeczy krzywe i wiele razy miałam takie spotkania z dziećmi.

    Jako pedagog musisz mieć jakieś wzorce, autorytety. Kto jest dla ciebie najważniejszy w pracy?

    W Polskiej pedagogice, mamy sporo takich autorytetów, do których warto powracać. Mnie przychodzi do głowy jeden – to oczywiście Janusz Korczak, który pracował z dziećmi z marginesu. I to nie były dzieci łatwe we współpracy, które zawiodły się na świecie dorosłych i doświadczyły różnorodnych cierpień, których nawet podstawowe potrzeby były totalnie zaburzone.
    We Wrocławiu też miałam takie dzieci, trochę niezaopiekowane, trochę zaburzone i wychowywane przez podwórko.
    Teraz w Gdyni, w Fundacji „Kreatywni” są dzieci, które mają rodziny, ale często są to rodziny na zakrętach życiowych, po trudnych sytuacjach. Też są tam rodziny bardzo współczesne, w sensie że charakterystyczne dla życia społecznego w Polsce, czyli takie gdzie jest mama, bo tata musiał wyjechać za granicę, by zarabiać pieniądze.
    Często są to matki, które stosowały przemoc wobec dzieci, ponieważ w wielu momentach przeżywały takie trudności życiowe i takie załamania nerwowe, że trudno im było zastosować dialog z dzieckiem czy spróbować się wczuć w jego sytuację. Wtedy stosowały sposoby pozorne i szybkie: klaps, kara. To takie momenty, w których czuły, że rzeczywistość je przerasta i ponosiły konsekwencje swoich złych wyborów życiowych. I wychowują w ten sposób dzieci, które ich nie szanują, nie uznają ich autorytetu, które stosują taką definicję partnerstwa, którą rodzice często usiłują wdrożyć, czyli partnerstwo, które oznacza kumpelstwo.

    Na czym to kumplowanie się polega?

    Na przykład mała dziewczynka pożycza sobie od mamy kosmetyki, a ona mimo tego, że czuje, że tak nie powinno być, to godzi się na to. To z jej strony próba złagodzenia relacji czy próby oddania długu za cierpienia, które wcześniej córce zadała, karząc ją czy bijąc. A tymczasem to nie tak, bo dziecko musi mieć jasno wyznaczone granice i lepiej ponieść konsekwencje jego chwilowej frustracji niż się mierzyć z takimi sytuacjami, w których mając lat naście, trzaśnie nam drzwiami przed nosem i powie, że to nie nasz biznes, by pytać go o to, gdzie wychodzi i kiedy wróci.

    15049663_10209355637220495_319231635_nCzęsto przypomina się, że dziecko powinno mieć jasno wytyczone granice. Wiedzieć kto za co odpowiada w rodzinie. Ustawienie relacji na odpowiednim poziomie jest potrzebne nie tylko nam – dorosłym, ale chyba przede wszystkim dzieciom?

    Pedagodzy, często w swojej pracy zmagają się definicją partnerstwa i spotykamy się z szeregiem kontrowersji czy nawet konfliktów na tym tle. Ja pracując z dziećmi, młodzieżą czy dorosłymi przechodzę z nimi „na ty”. Nie dlatego, że chcę być ich koleżanką, ale chodzi mi o komunikację, w której nikt nie jest lepszy i nie jest wyżej. Oczywiście, to są relacje skośne, bo ja wchodząc w nie wiem, że posiadam kompetencje czy umiejętności życiowe, do których oni aspirują i którymi mogę się podzielić. I jasne jest, że to oni będą czerpać ode mnie więcej niż ja od nich. Myślę też tutaj o partnerstwie, w którym staramy się omówić różne rzeczy i umówić się na konkretne działania, zachęcić do współtworzenia, ale bez podejmowania decyzji za wychowanka. Ujawniamy nasze intencje i motywacje, by wiedział na czym stoi i miał alternatywę, no i wytrzymujemy to, kiedy krytykuje się nasze decyzje czy uderza w nasz autorytet.
    Niestety wydaje mi się, że w branży pedagogicznej sporo osób ma z tym problem, z potrzebą bycia za wszelką cenę autorytetem dla ludzi, którzy trafiają do nich po pomoc.
    Partnerstwo polega na tym, że ja się dzielę różnymi umiejętnościami, ale współpracując z tym człowiekiem, a nie wydając mu polecenia. Aby ktoś mógł coś zrobić, trzeba wiedzieć, że on wie jak to zrobić, a jeżeli nie wie, to trzeba mu pokazać. W partnerstwie chodzi o to, że jesteśmy lojalni, transparentni jeżeli chodzi o motywację i intencje i że staramy się omawiać nasze wspólne działania i nie robimy nic, za osobę, która do nas trafia. Szanujemy jego możliwości.
    Jeżeli chodzi o wychowywanie dzieci, to ja jestem za pomysłem Lwa Wygockiego – zawsze krok do przodu.

    Co to oznacza?

    Wyjaśnię na przykładzie: matka, która wychowuje dziecko wie, że ono najpierw pełza, potem raczkuje, a następnie chodzi. I nie przeskoczy od pełzania do chodzenia bo jest świadoma procesu i go nie wyprzedza, ale jednocześnie kiedy dziecko staje na nogi, nie asekuruje go nieustannie, bo wie, że dziecko musi w pewnym momencie pójść samodzielnie. Ma świadomość, zmian które następują, tego procesu, ale wie, że zawsze nie zawsze przy nim będzie. Nawet z tym ryzykiem, że się przewróci i popłacze. To jest wyprzedzanie o krok, że widzimy w dziecku potencjał, który trzeba mądrze wykorzystać.

    A nie masz czasem wrażenia, że ludzie obawiają się partnerstwa?

    Wydaje mi się, że partnerstwo jest mało popularne w Polsce. Nawet patrząc na branże pomocową, gdzie często się ludźmi manipuluje i szantażuje. Gdzie dużo mówi się o postawie roszczeniowej osób, które trafiają do ośrodków, ale nie zastanawia się skąd taka postawa wynika i co jest jej przyczyną. Że jest to pewnego rodzaju obroną przed wciśnięciem kogoś w mechanizmy, które są mu obce, których nie rozumie albo są wbrew jego pomysłom na życie. To ciągle próba nakazania żyć drugiemu człowiekowi zgodnie z naszymi pomysłami.
    Rodząc dzieci, możemy mieć pewnie pomysły na to jak ich życie mogłoby wyglądać. Myślę, że moja mama też miała takie pomysły, ale myślę też, że miała takie momenty, w których czuła, że utarłam jej nosa. Mam tu na myślni ucieranie nosa jej ambicjom, nadmiernym oczekiwaniom, o których mówi się, że rodzą cierpienie.
    I o to chodzi w partnerstwie: by na coś się umawiać, a nie oczekiwać cudów. Nie narzucać zarówno swoich wyobrażeń jak i lęków. Że to nie chodzi o to by się kumplować, ale by od siebie wymagać.

    Gdybyś teraz miała jeszcze raz wybrać zawód, zdecydowałabyś tak samo?

    Bycie pedagogiem i praca z ludźmi poszerza wiedzę o sobie i o relacjach międzyludzkich i jak raz w to wejdziesz, to procesu nie jesteś w stanie ani zatrzymać ani cofnąć. I często mówię sobie: przeklinam ten czas, kiedy otworzyłam te drzwi,w sensie, że lepiej byłoby nie wiedzieć. Nasze życiowe wybory składają się na swoistego rodzaju kredyt. I jak mówi mój mentor, któregoś dnia przyjdzie komornik i lepiej będzie jeśli przyjdzie do ciebie, kiedy będziesz jeszcze młoda i będziesz miała czas by naprawić popełnione błędny czy kiepskie relacje. Ale co będzie kiedy będziesz miała 70 lat i nie będziesz miała możliwości poprawy?
    Życie w świadomości swoich potrzeb i mechanizmów jakie wiążą się z relacjami, jest trudne, ale jednak zapobiega większym tragediom, które mogłyby się nam przydarzyć.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka, przez całe swoje zawodowe życie związana z Koszalinem i nie wyobrażająca sobie mieszkania daleko od morza i jezior. Zawsze ciekawa ludzi i rozmowy z nimi. Ceniąca interesującą fotografię i architekturę.