Miejsce na piknik w Lubiatowie


    Już któreś lato z rzędu myślę sobie, jak to fantastycznie, że tu mieszkam, a nie przyjechałam na urlop. Pogoda skłania bardziej do spacerów, niż do kąpieli więc tym razem recenzujemy dla Was nowe miejsce na piknik.

    Po raz kolejny zapraszamy do Lubiatowa. To dawna niemiecka wioska  Lüptow. Swoją polską nazwę Lubiatowo otrzymało w 1948 roku, zaś w 1989 roku przestało być wioską a stało się, podobnie jak pobliskie Dzierżęcino częścią Koszalina. O jego niemieckiej historii świadczy zaniedbany, położony na rozstaju dróg mały cmentarzyk.

    Nasz cel leży jednak jakieś nieco ponad pół kilometra przed samymi zabudowaniami Lubiatowa. W momencie, gdy za Wioską Indiańską nastąpi dość odczuwalne obniżenie drogi połączone z dość ostrym zakrętem wypatrujcie w zielonej gęstwinie zjazdu w prawo. Miała go wyróżniać kolorowa tablica edukacyjna, ale że postawiono ją już jakiś czas temu, to porządnie zarosła i trzeba przyznać, że w istocie nie stoi a się opiera.

    Docierając tutaj znajdziecie dość obszerną wiatę, ławeczki, stojak dla rowerów i dość dokładnie rozpisane bliższe i dalsze ścieżki rowerowe. Wydawałoby się nic wielkiego, ale tuż obok jest wydeptana ścieżka do Jeziora Lubiatowskiego, a to już nie lada gratka, bo w większości jest ono zarośnięte trzcinami.

    Samo jezioro ma rozciąga się na 370 hektarach i jest rezerwatem przyrody, gdzie chroni się  ptaki wodno-błotne. Za wiatą rozciąga się łąka, która w części musiała kiedyś być przydomowym sadem, bo spotkacie tu zdziczałe jabłonki.

    Jeśli lubicie spędzać czas na świeżym powietrzu to powinno Wam się tu spodobać. Widoki czy to na jezioro czy też na okalające je łąki i szuwary koją oczy. Jeśli się wsłuchacie usłyszycie na pewno klangor żurawi, które na łąkach rezydują. Lubiatowskie bociany już odleciały więc nie uraczą Was swoim widokiem. W tym roku wcześniej niż zwykle, ale to chyba przez to, że poszczęściło im się w tym roku i ciasno im juz było z trojgiem dzieci w gnieździe.

    UDOSTĘPNIJ

    Dziennikarka. Pracowała w „Architekturze-murator”, Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.