Monika Oniszczuk – nazywam siebie „doświadczeniem”


    W zagonionym świecie, często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że pomóc sobie i zrelaksować się jest całkiem łatwo. Czasem wystarczy nauka prawidłowego oddychania, czasem zajęcia pilatesu, czasem głęboka praca z ciałem i nauka uważności – przekonuje Monika Oniszczuk – trenerka fitnessu i pilatesu, pasjonatka pracy z ciałem.

    Od dawna mówi się, że pędzimy, że brakuje nam czasu dla siebie. Zauważasz to u siebie?

    Zastanawiam się nad tym… Na pewno chorobą XXI wieku jest brak czasu. Na wszystko. Nie masz go dla siebie, nie masz dla bliskich. Nie masz czasu na regenerację, a za tym idzie stres, depresja i liczne somatyzacje (dop. red. objawy lub zaburzenia z grupy nerwic) i choroby wynikające z napięć. W związku z tym, że nie zmienimy tego co się wokół nas dzieje, to tym bardziej potrzebne jest mówienie, że naprawdę nie trzeba dużo, by sobie pomóc. Wystarczy zatrzymać się na kilka minut dziennie, żeby znaleźć więcej czasu dla siebie. Wiem, że może to brzmi dziwnie, ale tak jest naprawdę.

    Kiedy zaczęła się twoja praca nad oddechem i relaksem?

    To efekt moich życiowych doświadczeń i potrzeb. Przyszedł taki moment, kiedy zaczęłam dużo czytać na temat pracy z ciałem, świadomości tego co jest w nas, książek o jodze, o filozofiach Dalekiego Wschodu – i to wszystko potwierdziło moje wewnętrzne przeczucie, że naprawdę niewiele trzeba, by sobie pomóc. By uwolnić się od stresu i by umieć sobie radzić z trudnymi sytuacjami. Że nie można biernie przyglądać się temu, co dzieje się w nas i że kilka minut może sprawić, że otworzysz się na siebie i jeśli tylko zechcesz, poczujesz swoje potrzeby. Także tę jedną z najważniejszych, czyli potrzebę zrelaksowania się. Jeżeli jesteś „przy sobie” – masz świadomość tego, co się dzieje w twoim ciele i umyśle i szanujesz tę potrzebę, to znajdziesz dla siebie czas.

    Najgorsze jednak jest to, że w tempie w jakim żyjemy, człowiek zakłada, że nie ma sensu zatrzymanie się, bo przecież wszyscy wokół pędzą i te dwie, trzy minuty niczego nie zmienią. W związku z tym nie słyszysz siebie i jedziesz na hasłach z reklam, na sloganach pracodawców, którzy chcą od ciebie jak najwięcej wyciągnąć, a to nie jest normalne. W domu mamy również ogromną liczbę bodźców, które trafiają do nas z najróżniejszych źródeł, nie tylko z telewizji, ale radia czy gazety również.

    To z jednej strony wydaje się bardzo łatwe, a z drugiej trudne.

    Przede wszystkim trzeba nabrać przekonania, że nawet jeżeli na początek dasz sobie niewiele, to po pewnym czasie zaczniesz uświadamiać sobie, że potrzebujesz więcej i ciało cię poprowadzi. Jestem zwolenniczką małych kroków. Trudno jest powiedzieć komuś: pomedytuj czterdzieści minut, a poczujesz się lepiej. Człowiek, który nigdy tego nie robił, nie jest w stanie tego zrealizować. Ale jeżeli powiem: pooddychaj dwie minuty – brzmi to realnie. Nie musisz szukać specjalnego miejsca i czasu, zrób to przed wyjściem z auta, kiedy stoisz na przystanku czy czekasz na spotkanie.
    Okazuje się też, że ogromnym wyzwaniem jest we współczesnych czasach oddychanie przez brzuch. Brzuch jest sferą, gdzie kumulujemy napięcia, a spora część ludzi ma tak zwany „odwrócony oddech”, czyli robiąc wdech, wciągają brzuch, a powinno być odwrotnie.

    Zaczynając od bardzo prostych rzeczy, w które ludzie często nie wierzą, zaczyna się zmiana. Najłatwiej wytłumaczyć to, mówiąc o konkretach. Kiedy stajemy w sytuacji stresowej, to doskonale wiemy jak reaguje nasze ciało: szybciej bije nam serce, czujemy ucisk w klatce piersiowej lub spięcie w barkach i karku. Idąc do domu i wracając do tej sytuacji, objawy się powtarzają. Tak samo będzie w przypadku relaksu. Jeżeli nauczymy swoje ciało relaksu, to będziemy do niego wracać. Mamy więc wybór, możemy wybrać powracanie do stresu i możemy wybrać relaksowanie się. To jest proste.

    Często, szczególnie nam kobietom, wydaje się, że jeżeli wrócimy do stresującej sytuacji i opowiemy o niej drugiej osobie, a co za tym idzie, jeszcze raz ją przeżyjemy, to będzie nam łatwiej. Czy tak faktycznie, to działa?

    Jest w tym dużo prawdy, ponieważ opowiedzenie trudnej sytuacji zmniejsza napięcie, bo wyrzucamy coś z siebie. Jednak trzeba spojrzeć na to z boku i mieć świadomość czy opowiadanie sprawia, że ciągle wracamy do tej sytuacji i tak samo mocno ją przeżywamy, czy może jest zrzuceniem z siebie ciężaru stresu. Konsekwencje tego też są dwojakie, bo albo nie będziesz mogła zasnąć albo osiągniesz stan, w którym odpoczynek przyjdzie ci bez trudu. I dalej – albo będziesz „leciała na tym napięciu” następnego dnia, dodając sobie kolejne stresy, albo odetchniesz głęboko i powiesz sobie: ok, coś się zdarzyło, ale teraz idę dalej. Co ciekawe, jeżeli nie pozwolisz sobie zrelaksować się, będziesz gromadzić kolejne stresy, to za kilka dni obudzisz się, na przykład z potwornym bólem pleców i będziesz myśleć, że źle siedziałaś lub przewiało cię, a tymczasem to będzie dawała o sobie znać sytuacja sprzed kilku dni, która tak mocno wyprowadziła cię z równowagi.

    Łatwo ludzie dają się przekonać, że warto poświęcić sobie trochę czasu i zrelaksować się?

    Zawsze najlepszym przykładem dla innych jest doświadczenie trenera. Ja posługuję się właśnie swoim przykładem w pracy z innymi.
    Moje odczuwanie rzeczywistości zawsze było bardzo fizyczne i przez lata było to moją udręką, jednak poznając techniki pracy z ciałem, doszłam do wniosku, że mam narzędzia, które pozwalają mi wyciszyć mój układ nerwowy, które dają mi panowanie nad tym co się dzieje. Jednocześnie umiejętność wyczuwania swojego ciała, sprawia, że wyczuwasz też, co się dzieje z innymi. Na przykład prowadząc zajęcia z pilatesu, wyczuwam kto jaki miał dzień i z czym przyszedł na ćwiczenia. Szkoda, że czasem dopiero w momencie dotykającej nas choroby, pojawiają się próby szukania pomocy. Że wcześniej nie reagujemy na sygnały, które wysyła nam nasze ciało.

    A czy ty sama czujesz, że nabycie świadomości ciała i oddechu, uważności w stosunku do siebie, zmieniło twoje odczuwanie ciała i tego co się z nim dzieje?

    Mnie to wyleczyło. Naprawdę… Od dziecka cierpiałam na potworne migreny, z którymi nie mogłam sobie poradzić. Jeździłam do lekarzy w całej Polsce i nikt nie potrafił mi pomóc. Jak dorosła już kobieta postanowiłam posłuchać sama siebie. Kiedy posłuchałam swoich potrzeb i poszłam „za ciałem” – migreny ustały prawie całkowicie. Jeżeli się pojawiają, to wiem dlaczego i jeżeli wyczuję je wystarczająco wcześnie, to potrafię oddechem je powstrzymać. Podobnie było w przypadku mojego męża, który cierpiał na bóle pleców, ale był pewien, że to z powodu długiego siedzenia w samochodzie. Kiedy jednak przekonał się, że są to bóle psychofizyczne, zaczął się przyglądać temu, jak ja radzę sobie z dolegliwościami, to problemy zniknęły.

    Czy w swojej pracy korzystasz tylko z jednej metody?

    Wręcz przeciwnie. Nie zamykam się na różne kierunki. Mam takie czasy i dostęp do tak wielu różnych źródeł, że warto z nich korzystać i mądrze je łączyć. Warto też szukać odpowiedniej dla siebie metody, takiej która pozwoli nam siebie usłyszeć.

    To oznacza, że nie dajesz się wyprowadzać z równowagi?

    Nie… jestem bardzo temperamentną osobą i w sumie lubię to w sobie, bo nie mam mechanizmów ucieczkowych i nie mówię: „O, nie. Wcale nie jestem zdenerwowana, tylko strasznie boli mnie łopatka czy bark”. Tak nie jest. Potrafię być mega wkurzona i szybko komunikuję to otoczeniu, ale też wiem jak sobie pomóc i co zrobić, żeby ta łopatka, w której skumulował się stres, przestała mnie boleć.

    Na ile to, że zajmujesz się pilatesem, ćwiczysz z kobietami i obserwujesz je, sprawiło, że pomyślałaś, że może właśnie w tę stronę warto pójść w życiu?

    Wcześniej byłam instruktorem fitnessu i taka praca z ludźmi dawało mi mnóstwo satysfakcji. Później była korporacja, które też mi pokazała te wszystkie mechanizmy zblokowania, pędu i wręcz wyścigu szczurów i dobrze, że tego doświadczyłam, bo inaczej nie miałaby pojęcia, że tak też ludzie żyją. Później przyszło, to wejście w całkowicie inny nurt, które pojawiło się bardzo naturalnie. Podczas pilatesu uwaga kierowana jest na ciało. Świadomie pracujemy z mięśniami głębokimi i równocześnie staramy się rozluźnić określone partie ciała, a to buduję nasz kontakt i świadomość ciała. Pracujemy też z oddechem i końcowym relaksem, co ma wielowymiarowy efekt zarówno w uważności w ciele jak i w odpuszczaniu napięć.

    Czuję, że wszystko co teraz robię płynie ze mnie. Jest prawdziwe i zaraźliwe i cały czas się rozwija. Czasem myślę, że chyba mniej wiem, a więcej czuję tego co we mnie i wokół mnie. Niekiedy wystarczy drobiazg by słabość zamienić w siłę.

    Czujesz się teraz bardziej szczęśliwa niż dziesięć lat temu?

    To trudne pytanie… ale mogę powiedzieć, że czuję się niebywale szczęśliwa. A wiesz dlaczego? Bo wszystko jest prawdziwe. Dla mnie szczęśliwy dzień nie oznacza, że nie było w nim żadnych trosk. Dla mnie oznacza to, że jeżeli pojawił się problem, to ja go potrafiłam przyjąć, zobaczyć i pozwoliłam mu odejść. Czuję równowagę w tym co do mnie przychodzi i co mnie otacza.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka, przez całe swoje zawodowe życie związana z Koszalinem i nie wyobrażająca sobie mieszkania daleko od morza i jezior. Zawsze ciekawa ludzi i rozmowy z nimi. Ceniąca interesującą fotografię i architekturę.