Miasto może… i architekt Zbigniew Maćków – lubię próbować nowe miasta


    fot. Bartosz Warzecha

    Zaczął się nowy cykl Morza Architektury i za nami już pierwszy wykład. Całkiem inny niż te, które były do tej pory w Kawałku Podłogi. Inny nie dlatego, że nie dotyczył architektury. Nie. Inny, bo po raz pierwszy nie zobaczyliśmy żadnych rzutów ani przekrojów, nie było rysunków elewacji. Była za to niezwykła opowieść.

    Zbyszek Macków, wrocławski architekt rozpoczynający cykl „miasto może…” postanowił skonstruować swoją historię w postaci dziesięciu soczystych historii. Każda to powstanie jednego budynku. Każda dzieje się we Wrocławiu, bo rzecz dotyczy, jak Maćków to zatytułował – cerowania miasta.

    Pierwsza historia wciągnęła wszystkich niemal jak dobry dokument. Historia Wrocławia, żydowskiej rodziny, budowy domu towarowego, który strzelał fajerwerkami na wschód od Berlina. Czego tu nie było – pierwsze schody ruchome, elementy klimatyzacji, ekskluzywna restauracja z dedykowaną jej zastawą. Wszystko fantastycznie się kręciło – przychody, klienci, dochody aż się okazało że to tylko dla Niemców. Pożar, bomby. PRL-owska quasi odbudowa. W taką historię wkracza architekt, który musi dokonać rozbudowy i renowacji domu towarowego Renoma. Nie opowiem Wam clou. Trzeba było samemu posłuchać tej fascynującej historii, która skończyła się dwuminutowym filmem Normana Mclarena „Pas de deux”

    Ten wykład to była taka trochę opowieść o mieście, którego już nie ma. O tym też była historia powstania budynku Thespian, który stanął przy placu, gdzie kiedyś mieściło się trzynaście konsulatów, a teraz najbliższa kawiarnia jest dwa kilometry dalej. Zbyszek Maćków postawił tezę, z która ja się w zupełności zgadzam. Mamy problem z używaniem miasta. Nie nauczyliśmy się jeszcze tego. Do niedawna byliśmy w zupełności społeczeństwem agrarnym i nie mamy miejskich nawyków. Kawę pijemy w domu, a gazety czytamy przy kuchennym stole i narzekamy, że w miastach są same banki i lombardy.

    Ciekawie było śledzić wszystkie opowieści i widzieć jak w każdym opowiadanym projekcie ważna jest głęboka analiza problemu i odwoływanie się do przedwojennej tkanki.

    Architekt mówił o mieście, ale nie mogło zabraknąć pytań o Europejską Stolicę Kultury, którą w zeszłym roku był Wrocław, a której kuratorem w części architektonicznej był Macków. Ciekawe było to, że architektura po raz pierwszy w historii ESK była potraktowana jako osobna dziedzina, a nie tylko jako dostarczyciel infrastruktury i od razu zdobyła wielbicieli.

    Wczorajszy gość opowiadał o sobie, że jest zwierzęciem miejskim i nie odpoczywa na łonie natury lecz „odeptując” nowe miasta. – Lubię odkrywać, co w nich działa, a co nie. Lubię je próbować. Schodzić, zobaczyć, zrozumieć – mówi architekt.

    Wy zrozumcie, że szkoda tracić takie wieczory jak ten i przyjdźcie za miesiąc na kolejne „miasto może…”. Korzystajmy z miasta.

     

     

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.