Pijawki na zdrowie


    Z czym Wam kojarzą się pijawki? Dawni medycy i upuszczanie krwi, prawda? Tymczasem okazuje się, że jest to wciąż stosowana terapia medyczna. Hirudoterapia czyli terapia pijawkowa w 2008 roku została zarejestrowana jako procedura medyczna  przez Ministerstwo Zdrowia.

    Marta Dec, która zajmuje się hirudoterapią w Kołobrzegu myśała, że o terapii pijawkami wie już wszystko. – Obserwowałam, że moi pacjenci często słyszeli od lekarzy – ja już nic nie mogę zrobić, ja już nie wiem jak panu pomóc. Trafiłam w pewnym momencie życia zawodowego do ośrodka, gdzie oferowano leczenie pijawkami i to spowodowało, że weszłam w ten temat.

    Rozmawiamy w kawiarni pełnej ludzi, przy kawie i ciastku, a między nami, na stoliku stoi słoik pełen pijawek. Marta ze śmiechem zapewnia, że nie nosi ich ze sobą w torebce na każde spotkanie. – Przyniosłam, żebyś mogła je zobaczyć, skoro chcesz o nich pisać – mówi.

    Lecznicze działanie pijawek nie polega na, jak wierzono kiedyś, upuszczaniu złej krwi. Znaczenie mają związki biochemiczne produkowane w gruczołach ślinowych pijawek, które są wtłaczane do naszego organizmu podczas zabiegu. Pijawki lekarskie maja w sobie ponad 100 różnych związków i substancji, które w trakcie zabiegu przedostają się do naszego krwiobiegu.

    Wbrew powszechnemu mniemaniu pijawki to nie jest metoda na wszystko. – To w ogóle nie chodzi o to, że one wypijają złą krew, one wpuszczają do naszej krwi swoją ślinę, a w tej ślinie jest cała „tablica Mendelejewa”. Są substancje powodujące rozrzedzenie krwi, obniżenie, regulację ciśnienia. Są też estrogeny czyli hormony szczęścia – opowiada Marta.

    Wszystko pięknie, ale niektórym myśl o pijawkach wpitych w naszą skórę wydaje się nieco straszna. – To nie boli. Pacjenci mówią, że bardziej przypomina to poparzenie pokrzywą,ugryzienie komara czy uszczypnięcie. Trwa kilka chwil i przestaje. Pijawki wydzielają własną substancję przeciwbólową, która znieczula nam miejsce przyssania – tłumaczy specjalistka. Niektórym jednak przeszkadza sam ich widok. Pijawki, które są używane do terapii medycznej są głodne niemal od urodzenia. Karmione są tylko raz, przebadaną krwią wieprzową. Na „głodniaka” potrafią przeżyć bardzo długo w oczekiwaniu na apetycznego pacjenta.

    Marta Dec przeszła specjalistyczne szkolenie z hirudoterapii, by móc leczyć pijawkami. – Przez pierwszych kilka dni szkoliliśmy się wyłącznie teoretycznie. Ten moduł kończył się egzaminem. Kilka kolejnych dni zajęły zajęcia praktyczne z pacjentami. To jest istotne, by przy korzystaniu z tej terapii pytać terapeutę o certyfikaty. Dotyczy to również samych pijawek. One muszą mieć certyfikat, że pochodzą z laboratoryjnej hodowli. W Polsce są dwie fabryki pijawek. Marta Dec co prawda działa w Kołobrzegu, ale jest bardzo mobilną terapeutką, która może przykładać pijawki u pacjentów w domu. Pijawki są jednorazowe i po zabiegu trafiają do utylizacji odpadów.

    Kiedy pijawki mogą być pomocne? We wszystkich stanach zapalnych organizmu takich jak zapalenie ucha czy nawracające zapalenia zatok. Dobrze działają przy zapaleniu dziąseł i paradontozie, migrenie. Przystawia je się w okolicach wątroby, by pobudzić przemianę materii. Kilka zabiegów pijawkami potrafi wspaniale zadziałać na problemy z prostatą i hemoroidami. Niezastąpione są przy opuchliznach i stłuczeniach. Często korzystają z nich pacjenci, którzy mają problemy z kręgosłupem, bóle kolan i żylaki.

    Przeciwskazań do stosowania pijawek jest tylko kilka. Podstawowe to hemofilia. Jeśli są problemy z krzepnięciem krwi to musimy pamiętać, że pijawka tę krew rozrzedza jeszcze bardziej. Nie stawia się też pijawek kobietom w ciąży i karmiącym piersią, ale tylko dlatego, że do tej pory nie zostały przeprowadzone badania na pacjentkach. Tętniak również wyklucza możliwość terapii. Marta Dec mówi, że odmawia też pomocy w ostrych, nagłych stanach, bo to wtedy konieczna jest pomoc lekarska i zbadanie przyczyny dolegliwości.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.