Plac zabaw na Chełmoniewie


    Chwilowa przerwa w opadach deszczu skłoniła nas do poszukania takiego placu zabaw, na którym jeszcze nigdy nie byliśmy. Tym razem postanowiliśmy zwiedzić miejsce, które widzieliśmy z daleka już wiele razy, ale jakoś nigdy tam nie dotarliśmy.

    Plac zabaw znajduje się za pętlą autobusową na Chełmoniewie. Łatwo więc tam dotrzeć autobusem. Zaparkowanie samochodu w pobliskich uliczkach też nie stwarza większego problemu. Oczywiście lokalsi przychodzą tu na piechotę.

    Plac zabaw jak to plac zabaw. Niczym szczególnym się nie wyróżnia. Nie ma tu szczególnie nowych zabawek, a nie nie ma ich tu szczególnie dużo. To co nas urzekło to dąb rosnący na środku placu zabaw. Pod jego koroną jest mnóstwo ławeczek do siedzenia. W słoneczne dni to zdecydowany atut.

    Co poza tym? Piaszczysto-trawiasta nawierzchnia. Karuzela, ciuchcia. Bujanki pojedyncze i podwójne na sprężynach. Huśtawki dla dużych i małych. Domek ze zjeżdżalnią i ciuchcia. Ważna rzecz – na pętli autobusowej stoi toi-toi, nie korzystaliśmy więc o jakości się nie wypowiemy, ale w razie potrzeby można skorzystać.

    To miejsce, jest dobre szczególnie, gdy mamy starszych i młodszych. Z młodszymi możemy posiedzieć na placu zabaw, a starszych wypuścić na pobliskie, będące w zasięgu wzroku boisko do kosza.

    A jak nam (bo przecież nie dzieciom) znudzi się plac zabaw, możemy pospacerować zalesionymi alejkami Chełmoniewa.

    Niestety, zauważam przy każdej w zasadzie wizycie na placu zabaw, że jako społeczeństwo mamy strasznie duże problemy z respektowaniem zasad, które powinny być oczywiste. Dodatkowo są wypisane i wyrysowane na tabliczkach przed wejściem na każdy plac zabaw. Tym razem spotkaliśmy starsze panie, które przyszły posiedzieć na placu zabaw z pieskiem. Były zdziwione, że nie można z pieskiem. Przecież one zawsze tu z pieskiem przychodzą. Co mi taki mały piesek szkodzi? No szkodzi, bo sika. Nie chcę, by dzieci bawiły się w zasikanym piasku. Za chwilę jedna z mam zapaliła papierosa. Co mi ten papieros przeszkadza, przecież nie dmucha w moją stronę. No przeszkadza. Taka dziwna jestem.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.