Poświąteczne refleksje


    Okres między Świetami a Nowym Rokiem jest dla mnie zawsze okres przemyśleń, posumowań. Świat jakby zwalnia. Nie rozpędza się jeszcze jakby wiedział, że za chwilę znów musi się zatrzymać. Ja jakoś w tym roku szczególnie myślę o świętach – jakie były i będą i jak bardzo się zmieniły i czy jest sens za wszelką cenę trzymać się tradycji.

    My się zmieniamy i wraz z nami zmieniają się nasze Święta. Na stole pojawia się coraz mniej jedzenia. Bo choć pościmy tego dnia przed kolacją, to w końcu tylko kolacja i zjeść jesteśmy w stanie tylko określoną ilość i coraz bardziej przemawiają do nas kwestie zdrowotne czy też po prostu nie chcemy tego jedzenia marnować. – Wigilia niby ta sama, a jednak inna, bo co roku są lekkie innowacje w przepisach. Na pewno jest mniej tłuszczu i glutenu – opowiada Monika. Nie wszędzie jednak menu wigilijne ulega zmianom. – Nowości są na święta. Przepisy dostałam od babci i teraz pomału pokazuję najstarszemu Maksowi. On uwielbia gotować i uwielbia tajemnice – mówi Joanna.

    Wigilia często zmienia się, gdy w naszych domach pojawiają się dzieci. „Nie będę tego jadła. Nigdy w życiu!”. To usłyszałam z ust mojej najmłodszej córki. A „to” dotyczyło wszystkiego, co leżało na stole. Ostatecznie wszystkie dzieci zjadły po porcji pierogów i to ruskich, bo wiadomo było, że tych z grzybami nawet patykiem nie ruszą.

    – Dzieci weryfikują menu wigilijne. U nas zawsze dla dzieci były i są pierogi na słodko i  zwykła smażona ryba w panierce -mówi Basia. – Dzieci na wigilię to dadzą się namówić na zjedzenie barszczu „bo trzeba” i zajadają się pierogami i sałatką jarzynową. Innych potraw nie ruszają. Sałatki musi być dużo, bo oni ją uwielbiają na śniadanie, obiad i kolację. Pierogi też. Więc wigilijne potrawy jedzą dorośli. Tyle o ile. Każdy sięga po swoje ulubione śledzie, łososia, sałatkę. W galarecie ryb już od dawna nie robimy – opowiada z kolei Monika.

    Lubię – nie lubię dotyczy jednak nie tylko dzieci. Przyznajcie się czego nie lubicie na wigilijnym stole? Ja wcale nie wyrosłam z moich dziecięcych nie lubień. Nadal nie lubię karpia i ryby w galarecie. Na tyle nie jestem w tym odosobniona, że obie te potrawy zniknęły z naszego wigilijnego menu.

    Zastanawiam się jak będą wyglądały Święta naszych dzieci. Co zostawią, a co odrzucą?

    UDOSTĘPNIJ

    Dziennikarka. Pracowała w „Architekturze-murator”, Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.