Ślub w miesiącu bez „r”?


    Ślub w miesiącu zawierającym w nazwie literę „r” miał przynieść szczęśliwe życie małżonkom. Jednak, wbrew pozorom, przez całe lata Polacy najchętniej pobierali się w lutym i w listopadzie. Miało to związek z pracą na roli bo właśnie w tych miesiącach, po pierwsze nie było co robić w polu, a po drugie na przykład w listopadzie było już także po świniobiciach i można było wykarmić gromadę zaproszonych gości.

    Tak było jeszcze do lat 30-tych, kiedy to lato dopiero zaczynało być popularną porą do brania ślubu. Wcześniej, ze względów religijnych, także grudzień i marzec nie należały do miesięcy wybieranych przez przyszłych małżonków.

    – Miesiące bez „r” cieszą się faktycznie mniejszą popularnością niż na przykład czerwiec, sierpień czy wrzesień. Jednak pytani przeze mnie młodzi, mówią zwykle nie o przesądach, a o pogodzie, możliwości wynajęcia odpowiedniej sali i możliwościach przybycia na ślub, rodziny i znajomych – opowiada Hanna Jarczyńska – właścicielka pracowni dekoracji w Koszalinie.

    Mamy maj – jeden z najpiękniejszych miesięcy w oku. Wszystko kwitnie, rośnie i zazieleniło się na całego. Skąd więc niechęć do brania ślubu w tym miesiącu bez „r”? Związane jest to z dawnymi wierzeniami. W starożytnym Rzymie wierzono w to, że w maju, na ziemię schodzą duchy przodków. To także wówczas odbywały się święta zaduszne, podczas których zawieranie małżeństw było po prostu zakazane.

    Pytani przeze mnie młodzi, którzy mimo wszystko zdecydowali się na wzięcie ślubu w mało popularnych miesiącach, nie wierzą w przesądy.

    Jeśli mamy żyć długo i szczęśliwie, to nie zmieni tego ślub w kwietniu czy w maju. To piękne miesiące – podkreślają Natalia i Jarek.

    Może więc warto planując ten jeden z najpiękniejszych dni w życiu, wziąć pod uwagę właśnie miesiące bez „r”, w których zdecydowanie łatwiej będzie nam wynająć salę czy zamówić fotografa.

    (elka)