Co studenci z Wrocławia robią w Koszalinie?


    Wojtek Wiśniewski i Damian Wachoński podczas praktyki w koszalińskiej pracowni ANALOG.

    Mogli na praktyki pojechać do Warszawy, Krakowa lub każdego innego dużego miasta, a tymczasem przyjechali na dwa wakacyjne miesiące do Koszalina. Dlaczego? Z Wojtkiem i Damianem umówiłam się na rozmowę w koszalińskich Powidokach. Mówią, że Koszalin bardzo im przypomina rodzinną Zieloną Górę. Podobna historia, podobne tempo życia.

    Dlaczego na studenckie praktyki wybraliście Koszalin?

    Damian Wachoński: To jest pytanie, które nasi rodzice też sobie zadawali przez dłuższy czas… (śmiech)

    Wojciech Wiśniewski: Odkąd zainteresowaliśmy się architekturą, zaczęliśmy zdobywać jakiekolwiek pojęcie o polskiej architekturze to projekty HS99 zrobiły na nas chyba największe wrażenie.  Inspirowaliśmy się tymi projektami. Oprócz biblioteki w Katowicach większość realizacji jest w Koszalinie. Zawsze chcieliśmy je zobaczyć. Gdy zobaczyliśmy ogłoszenie o naborze na praktyki w firmie ANALOG u pana Piotra Śmierzewskiego to nie wahaliśmy się ani chwili.

    DW: Wysyłając portfolio do różnych firm ma się szczęście, że w ogóle na to spojrzą, a tu było konkretne ogłoszenie więc już samo to dawało nam większe szanse. Poza tym biura architektoniczne w większych miastach trochę przypominają korporacje, często temu najważniejszemu architektowi można powiedzieć jedynie dzień dobry. Kontakt jest bardzo ograniczony. Dla nas jest to dosyć ważne, żeby poznać wszystko od podstaw.

    WW: Tu mamy bardzo bezpośredni dostęp do architekta prowadzącego pracownię.

    DW: W pracy siedzimy twarzą w twarz z architektem, którego wszystkie projekty widzieliśmy w gazetach. Dla nas to jest jak spotkanie z idolem!

    WW: Każda zmiana otoczenia wpływa pozytywnie i coś nowego niesie. Nie umniejszał bym Koszalinowi i tym rejonom, bo mają równie dużo do zaoferowania jak Wrocław czy Warszawa. Pobyt tutaj też wpływa na nas inspirująco. Cieszymy się mogąc być tutaj, a nie we Wrocławiu na przykład, gdzie się żyje już dość szybko. Pracujemy może nie mniej, ale za to dużo wolniej. Ze względu na aurę miasta.

    DW: My też pochodzimy z podobnego miasta, z Zielonej Góry. Przyzwyczajeni jesteśmy do takiego wolniejszego trybu życia. Te trzy lata studiów we Wrocławiu nie do końca nas jeszcze zmieniły.

    Opowiedzcie nad czym pracujecie podczas tych praktyk.

    WW: Zaczęliśmy prace nad domem jednorodzinnym. To był pierwszy projekt, który ruszyliśmy. Mieliśmy okazję poznać inwestora. Pracowaliśmy z panem Piotrem nad koncepcją tego domu i teraz zajmujemy się konkursem na Centrum Rewitalizacji we Włocławku.

    Czy praca w pracowni architektonicznej nad realnymi projektami różni się od pracy nad projektami w czasie studiów?

    WW: Ja odkryłem podczas tych praktyk na czym naprawdę polega robienie architektury. Studia idą swoim systemem. Wiadomo, że w architekturze ważna jest kreatywność, a na studiach wszystko jest usystematyzowane. W ANALOG nauczyliśmy się podejmowania realnych decyzji. Bronienia tych decyzji przed kimś, prezentowania przygotowanego materiału. Mam poczuie, że podczas tych dwóch miesięcy nauczyliśmy się tyle samo co na studiach, jak nie więcej.

    DW: W ANALOG, kiedy pracowaliśmy nad projektem domu jednorodzinnego to przez kilka dni siedzieliśmy nad samą koncepcją po 8 godzin dziennie, a czasami i więcej. Na studiach projekt domu był jednym z trzynastu, które mieliśmy do zrobienia więc i czasu na niego mieliśmy mniej.

    WW: Mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na pana Piotra Śmierzewskiego. On posiada niesamowitą wiedzę jeśli chodzi o teorię architektury i bardzo chętnie się tą wiedzą dzieli. Możemy pytać, dyskutować, wypożyczać książki z jego biblioteki. To nie są praktyki tylko i wyłącznie projektowe. Jest w tym wszystkim sporo dydaktyki ze strony pana Piotra. To nam bardzo dużo daje.

    Pracujecie teraz nad konkursem, ale to nie jest Wasze pierwsze podejście do tego tematu.

    WW: Konkursów zrobiliśmy juz sporo na studiach. W ANALOG mieliśmy możliwość po raz pierwszy tworzyć koncepcję budynku, w którym ktoś będzie mieszkał. To będzie projekt, który skończy się realizacją, a nie jak nasze dotychczasowe dokonania na studiach – makietą.

    DW: Przy tym projekcie nauczyliśmy się, że każdy metr kwadratowy liczy się w realnych pieniądzach i to całkiem sporych. Przy projektach na studiach metr w tą stronę czy w tamtą nie robił nam większej różnicy. Nikt nam do tej pory nie zwracał na to uwagi.

    WW: Jest to taki wydawałoby się niuans, ale bardzo ważny. O ekonomii architektury nikt nas na studiach nie uczył. A przecież architekt powinien wiedzieć takie rzeczy, bo dysponuje  budżetem inwestora.

    Kończycie praktyki i co dalej?

    WW: Wracamy do Wrocławia na ostatni semestr studiów inżynierskich.

    A później? Wyruszacie gdzieś dalej?

    DW: Taki jest plan. Ja już mam zaplanowany egzamin certyfikujący z języka angielskiego. Będę składał swoje papiery na którąś z zagranicznych uczelni, by tam dokończyć studia w zakresie master. Duży wpływ na to miał nasz udział w warsztatach w zeszłym roku u nas na uczelni, które były organizowane wspólnie z Uniwersytetem Technicznym z Delft. Tam mieliśmy okazję poznać jednego z profesorów z tamtejszego wydziału architektury i niektórych studentów. To nam pomogło zdać sobie sprawę, że wszystkie pogłoski o tym jak dużo lepiej wygląda edukacja architektoniczna na zagranicznych uczelniach są bardziej niż prawdziwe.

    WW: Ja też bym chciał zmienić otoczenie i porwać się w nieznane. Chciałby poznać inne sposoby myślenia o architekturze.

    DW: Ten inny system nauczania nas ciekawi, ale to wynika z tego, że uważamy, że poznawanie świata, taka poznawcza ciekawość to jest coś w rodzaju obowiązku architekta. Zamykanie się w swoim kręgu nie daje większych szans na rozwój.

    WW: Im więcej mistrzów spotkamy na swojej drodze tym lepszy będziemy mieli warsztat i wiedzę.

    DW: Czytanie książek napisanych przez największych architektów jest ważne, ale nawet to nie daje takiego przełożenia jeśli chodzi o warsztat jak bezpośrednia możliwość rozmowy czy pracy. Trzeba dopytać o pewne rzeczy.

    WW: Żyjemy w czasach, gdy mamy nieprawdopodobnie łatwy dostęp do projektów największych architektów. Oglądając je jednak często pomijamy schemat działania danego budynku. Praktyki w ANALOG nauczyły nas wiele o tym, jak pewne koszalińskie projekty powstawały. To jest niesamowita wartość, bo zaczynamy rozumieć, jak się dochodzi do pewnych rozwiązań. Jak to działa, a nie tylko jak wyglądają zdjęcia i rysunki danego obiektu.

    Macie już plany, co dalej po studiach?

    DW: Na początku, pewnie tak jak wszyscy, mieliśmy myśl, że kiedyś wspólnie założymy pracownię. Życie to pewnie zweryfikuje. Chociaż, teraz, po praktykach u pana Piotra Śmierzewskiego myślę, że gdybym miał możliwość pracy u kogoś to też byłoby to dobre. Dopóki miałabym możliwość pogłębiania wiedzy, swojego rozwoju to chyba nie miał bym z tym problemu.

    WW: Moim marzeniem jest robienie realnej architektury. Szczególnie teraz po praktykach w ANALOG-u jeszcze bardziej możliwość projektowania prawdziwych budynków jeszcze bardziej mnie kręci. Nie obrazkowa architektura, nie zdjęcia, nie wizualizacje, ale prawdziwe budynki, które istnieją w realnej przestrzeni. Nie zamykam się jednak na to co może się zdarzyć.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka. Pracowała w "Architekturze-murator", Radio Koszalin i TVP Szczecin, mama dziesięcioletniego kontrabasisty i dwóch księżniczek. Fanka rodzicielstwa bliskości. Od ponad dziesięciu lat wierna wielbicielka Koszalina.