Nasz świąteczny czas – koszalinianie na Boże Narodzenie


     

    Jeszcze kilka dni temu, ruch na ulicach i w sklepach był tak duży, że miało się wrażenie, że nikt nie pracuje, a wszyscy biegają w poszukiwaniu prezentów, świerków i produktów niezbędnych do świętowania. Teraz jest cicho i spokojnie. Samochody stoją na parkingach, nikt nie biega po klatce schodowej w bloku, a raczej nie zimowa aura sprawia, że nawet mieszkańcy domków niechętnie wyściubiają nos za drzwi. Nastał świąteczny czas, a jaki to czas i czy dla wszystkich radosny i ważny – sprawdzamy.

    Katarzyna Kołtan – Marzą mi się święta jak z teledysku Wham’u. Pełne śniegu i radosnej atmosfery. Nie lubię tego świątecznego zamieszania. Szykowania ogromnych ilości jedzenia, którego nikt potem nie chce jeść. Ja zresztą nie przepadam za polską kuchnią i niespecjalnie kusi mnie to, co pojawia się na bożonarodzeniowym stole. Za to lubię święta spędzane w dużym gronie rodziny i przyjaciół. Od paru lat przyjeżdża do mnie kuzynka z mężem i z trójką dzieci. Bardzo to lubię, chociaż mam malutkie mieszkanie. Ostatnio zmieściło się na naszych trzydziestu ośmiu metrach, szesnaście osób. Bardzo bym chciała mieć większe mieszkanie, po to by przyjmować jeszcze więcej gości. I takie święta, lubię.

    Boże Narodzenie, które dziś świętujemy jest jednym z najważniejszych dni w roku dla chrześcijan. Bo przecież bez dnia narodzin Chrystusa, nie byłoby wszystkiego w co wierzą. Co w tym czasie robią niewierzący? Spędzają czas w domu, z rodziną i przyjaciółmi. Często przy stole zastawionym dwunastoma potrawami (tyloma ilu było Apostołów), dzielą się opłatkiem, który jest chrześcijańskim symbolem pojednania. Mówią, że nie obchodzą świąt Bożego Narodzenia, ale świętują ten czas i korzystają z wolnych dni by trochę poleniuchować.

    Arkadiusz Wilman – Boże Narodzenie to od kilku lat powracająca tęsknota za rodzinnymi spotkaniami u mojej śp. babci. Wpatrywanie się w światło zapalonej na stole świecy Caritas z nadzieją na to, że w przyszłym roku spotkamy się w nie mniejszym gronie. Smak pierogów z grzybami i pieczonego pstrąga. To również pasterka w parafii pod wezwaniem św. Wojciecha, oraz znak pokoju z osobami, które w poszukiwaniu szczęścia rozjechały się po całej Polsce. Spacer nad morzem lub na Górę Chełmską w pierwszy i drugi dzień świąt.

    Boże Narodzenie, jest czasem, w którym można zastanowić się nad sobą i swoim życiem. Wtedy właśnie wiele osób skupia się na pomaganiu tym, którzy są w trudnej sytuacji życiowej i chociaż pojawiają się głosy, że może akcji charytatywnych jest przed świętami zbyt wiele, to warto znaleźć tych, którym możemy pomóc i podzielić się tym co mamy. Każdy rodzaj pomocy jest dobry. Każdy, bez wyjątku. Pomocnej dłoni potrzebują i starsi i młodsi, i samotni i ci, którzy w rodzinie nie mogą odnaleźć radości. Wsparcia potrzebują także nasi mniejsi bracia, których tak określał św. Franciszek.

    Greta Grabowska – uważam święta za okres trochę przereklamowany, chociaż nastrój jest wtedy miły. Oprócz odczuwalnej podniosłości tych dni, jest możliwość wytchnienia i spotkania się w rodzinnym gronie. Przed świętami staram się nie ulegać presji robienia zakupów i nie robić ich w nadmiarze, bo wyrzucanie jedzenia, to najgorsza rzecz, która przydarza się nam w tym czasie. Dbam także, a może przede wszystkim w tym dniach, o zwierzęta. Moja mama od lat szyje posłania dla psów i w tym roku, uszyła ich około siedemdziesięciu. Wszystkie trafiły do schroniska dla zwierząt.

    Ile osób, tyle wspomnień związanych ze świętami. Śnieżne zimy i wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Zapach pomarańczy i łuskanie orzechów. Najmłodsi wyjmujący prezenty spod choinki i wyglądanie przez okno w poszukiwaniu świętego Mikołaja. Kim byśmy byli, gdyby nie nasze wspomnienia. Czasem zatarte przez upływający czas, a czasem ubarwione bo lepiej pamiętać dobre chwile.

    Joanna Boruc – Moje przeżywanie Bożego Narodzenia zmienia się na przestrzeni lat. Z dzieciństwa pamiętam zapach pomarańczy i długie kolejki po nie oraz smak babcinych ciast. Do tej pory widok przystrojonej choinki mnie hipnotyzuje i to się pewnie nigdy nie zmieni, tym bardziej, że ozdoby są coraz piękniejsze. Wiele świąt spędziłam pracując jako reporter: spędzałam czas na spotkaniach wigilijnych z bezdomnymi, więźniami, chorymi a dla swoich bliskich już go nie wystarczało. Teraz więc delektuję się każdą nieśpieszną chwilą z rodziną, wzruszam się przy kolędach i wolę być „Mikołajem” niż na niego czekać. To dużo przyjemniejsze.

    Rodzinne spotkania przy bożonarodzeniowym stole mogą stać się okazją do porozmawiania, jeśli tylko przestaniemy bać się ciszy i wyłączymy telewizor i telefon. Bez obaw, jeżeli jest w nas choć trochę miłości do tych, którzy siedzą z nami przy stole, trochę ciekawości by sprawdzić co u nich słychać i szczypta wyrozumiałości, to te kilka dni może być cudownym czasem. Bez względu na to, czy spotykamy się by uczcić narodziny Chrystusa czy po to, by miło spędzić te kilka czy kilkanaście godzin. Zawsze czas poświęcony drugiemu człowiekowi jest ważny.

    UDOSTĘPNIJ

    Dziennikarka, przez całe swoje zawodowe życie związana z Koszalinem i nie wyobrażająca sobie mieszkania daleko od morza i jezior. Zawsze ciekawa ludzi i rozmowy z nimi. Ceniąca interesującą fotografię i architekturę.