Zbudujemy w Koszalinie „Przyjazny Dom” –  zapewnia Piotr Jaśkiewicz


    Pamiętam, kiedy Fundacja Nauka Dla Środowiska, zaczynała w Koszalinie swoją działalność, ale muszę przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że minęło od tamtego czasu aż trzynaście lat. Z Piotrem Jaśkiewiczem – jednym z założycieli fundacji, spotkałam się w biurze, w przerwie między jednym a drugim spotkaniem.

    Sięgacie daleko w przyszłość i choć rok 2017 dopiero się zaczął, to na brak pracy chyba nie możecie narzekać?

    To prawda, jesteśmy w trakcie dogrywania dużego projektu, którego celem będzie zbieranie 1% nie na organizację czy na konkretną osobę, ale… na miasto. Chcemy by mieszkańcy Koszalina, szczególnie ci, którzy do tej pory nie oddawali 1% na organizacje pożytku publicznego, zdecydowali o przekazaniu ich dla miasta. Ale żeby było jasne – nie chodzi o samorząd, tylko o pieniądze, z których obywatele będą mogli korzystać i to oni będą beneficjantami zbiórki. Wystarczy mieć pomysł i chcieć go zrealizować. To sprawi, że projekty, które nie mają szans w Budżecie Obywatelskim, będą mogły być realizowane.

    Pomysł nie jest nowy, zaczerpnęliśmy go ze Stanów Zjednoczonych, ale tak dzieje się także w Niemczech, w Czechach czy na Węgrzech. W tym roku chcemy go rozkręcać u nas, a w przyszłym roku już zacząć zbierać pieniądze.

    Mnie zainteresował projekt „Friendly House”. Powiesz coś więcej na jego temat?

    Niebawem zmieni się w Polsce prawo związane z ograniczeniem emisji i energooszczędnym budownictwie. To oznacza, że wszystkie budynki, które będą powstawały będą musiały być energooszczędne, a to drastycznie zmieni sposób podejścia inwestorów, do tego co mają zaplanowane. Niewiele się na ten temat mówi, jakby większość liczyła, że temat ich nie dotknie. W naszym regionie, jak dotąd, tylko jedna firma postawiła dom pasywny i jedna – energooszczędny, duży, wielorodzinny, a za chwilę tylko takie będzie można budować.

    Temat zainteresował nas z kilku powodów. Jednym z nich było ekologiczne podejście do budownictwa, a drugim – wybranie z gąszczu reklamowej papki, tego co się sprawdzi, jest potrzebne i nie wydrenuje kieszeni obywatela.

    Tak powstała propozycja wybudowania domu pasywnego, który nie będzie reklamą firm, ale pokazaniem technologii, które są naprawdę ekologiczne.

    Gdzie stanie taki dom?

    W Koszalinie. Na ulicy Śniadeckich. Połączyliśmy siły z Politechniką Koszalińską i dzięki temu dom postawimy jej terenie. Naszym partnerem jest także uczelnia z Weimaru, specjalizująca się w budownictwie ekologicznym.

    W pierwszym etapie Politechnika wybiera koncepcję architektoniczną, a jej autora weźmie udział w trzech warsztatach, które odbędą się w marcu i będą polem wymiany oczekiwań, nie tylko nas – członków fundacji, ale i mieszkańców, którzy zechcą wziąć udział w takich spotkaniach. W czasie warsztatów chcemy pracować przy użyciu narzędzia „design thinking”, czyli metody, w której zwraca się uwagę na problemy i potrzeby użytkowników.

    Później będą warsztaty konstrukcyjne. Umówiliśmy się z partnerem, że dom powstanie w konstrukcji drewnianej. To najbardziej ekologiczny materiał i dostępny na naszym terenie, a to w ekologicznym myśleniu jest bardzo ważne. Chcemy także skorzystać z innowacyjnego projektu naszego Wydziału Budownictwa, który już za chwilę pokaże sposób wykorzystania piasków odpadowych, które wykorzystane zostaną do postawienia płyty fundamentowej naszego domu.

    Warunkiem, który postawiliśmy jest to, że dom nie będzie naszpikowany elektroniką. Jej nadmiar nie jest ani potrzebny ani zbyt zdrowy. Tak do końca nie wiemy jaki wpływ ma na nasze zdrowie całe promieniowanie z urządzeń, którymi się otaczamy. Poza tym każdy eko sprzęt elektroniczny nie tylko sporo kosztuje, ale wymaga konserwacji i eksploatacja również kosztuje. Firmy o tym nie mówią, a warto o tym wiedzieć.

    Budynek, który postawimy będzie domem demonstracyjnym, który zostanie także opomiarowany przez naszych naukowych partnerów. W ten sposób będzie można patrząc na różnego rodzaju liczniki i czujniki, faktycznie przekonać się, co i jakie daje nam korzyści.

    Brzmi interesująco. Postawicie dom i co dalej?

    Nie ukrywam, że chcemy tak zrobić własne biuro, ale nie tylko. Będziemy je chcieli udostępniać innym podmiotom by stanowiło takie miejsce aktywność dla mieszkańców Koszalina. Nie tylko dla organizacji, ale dla każdego kto będzie chciał tam zorganizować spotkanie czy warsztaty. Uważam, że ciągle brakuje nam niekomercyjnych miejsc, do organizowania spotkań.

    Projekt domu zostanie udostępniony dalej. Skoro będziemy mieć wsparcie finansowe i zbierzemy te wszystkie materiały, to dlaczego inni nie mieliby skorzystać z naszych doświadczeń.

    Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że to nie wszystkim w branży budowlanej się spodoba bo chcemy udowodnić, że koszt budowy domu pasywnego czy energoszczędnego nie jest wcale tak wysoki jak się nam pokazuje.

    Co ciekawe chcemy by zarówno przy budowie naszego domu jak i każdych kolejnych, w ich powstawanie zaangażowane były lokalne firmy. Po pierwsze nakręca to miejscowy biznes, a po drugie jest ekologiczniej bo minimalizuje się koszty transportu.

    Już teraz, projektem zainteresowanych jest ponad trzydzieści gmin w województwie pomorskim i mam nadzieję, że także w naszym województwie znajdą się chętni do jego realizacji.

    To niedaleka przyszłość, a wróćmy na chwilę do początków fundacji. Od ile lat istniejecie?

    Od 2003 roku, czyli zaczęliśmy czternasty rok pracy… i właśnie sobie uświadomiłem, że nigdy nie mieliśmy czasu na świętowanie. Szybko przeleciał ten czas.

    Rozwijamy się bardzo powoli, ale systematycznie idziemy do przodu.

    Zaczynaliśmy jeszcze jako studenci: Arek Borysiewicz, Rafał Wojciechowski i ja, i nie mogliśmy znaleźć grupy piętnastu osób by założyć stowarzyszenie, powstała więc fundacja. Jak zwykle w takich przypadkach, w naszym otoczeniu brakowało nam organizacji, która zajmowałaby się tym co nas interesowało. Wtedy po raz pierwszy zetknęliśmy się z organizacjami pozarządowymi, to była dla nas czarna magia.

    Na starcie fundacja miała zero na koncie i mnóstwo pomysłów. Na szczęście trafiliśmy na kilka osób, które na pomogły. Pod swoje skrzydła wziął nas prof. Tomasz Hesse, a wiele godzin spędziliśmy także z panem Antonim Niedźwieckim z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który tłumaczył nam, że to nie zawsze jest tak jak by się chciało, a jeżeli w grę wchodzą pieniądze, to wszystko musi się zgadzać.

    Kiedy zaczęliśmy działać, to znaleźli się chętni do współpracy. Trzeba było tylko wystartować. Zaczynaliśmy więc we dwóch bo Rafał szybko odszedł w stronę biznesu. Potem dołączyły do nas Marta Czerwińska i Marta Konieczna. F Bardzo pomagała nam Danuta Zawadzka, która wiedziała wszystko o ekonomii i opowieść o każdym naszym nowym pomyśle, sprowadzała do hasła: „ok, ale policzmy to”. Sprowadzała nas na ziemię, prowadziła za rękę i uczyła ekonomii.

    Wiedzieliśmy, że chcemy być organizacją, która prowadzi działalność gospodarczą i tak to zarejestrować w sądzie, wcale nie było łatwo.

    Czy od początku wiedzieliście co chcecie robić?

    Zaraz po studiach weszliśmy w działania ekologiczne – to było nam najbliższe, z racji ukończonych studiów. Teraz po latach mamy określone cztery kierunki, w których pracujemy.

    To oczywiście cały czas jest ekologia, ale także edukacja, ekonomia i empowerment, czyli proces angażowania pracowników w podejmowanie decyzji dotyczących organizacji.

    Początkowo mieliśmy czterech pracowników i trzy osoby w zarządzie i przez kilka lat wszyscy pracowaliśmy jako wolontariusze więc dodatkowo każdy z nas by się utrzymać musiał gdzieś zarabiać pieniądze.

    Przyszedł jednak taki moment, że zdecydowaliśmy, że praca w fundacji będzie naszą pracą etatową. Zrezygnowaliśmy z naszych poprzednich posad i zaczęliśmy pracować sami na siebie. Nasz pierwszy roczny budżet wynosił pięć tysięcy złotych, teraz – od kilku już lat, budżet nie jest mniejszy niż milion złotych.

    Nigdy nie sądziliśmy, że dojdziemy do takiego poziomu, że będziemy mieć dwunastu pracowników etatowych i że z działalności gospodarczej będziemy zarabiać na wkład własny do projektów europejskich, w których bierzemy udział oraz na pensje i administrację.

    Przez ten cały czas mieliśmy też ogromne szczęście do pracowników bo na setki osób, które przewinęły się przez organizację, tylko z czterema osobami się rozstaliśmy, z takich czy innych powodów.

    Ta praca, choć pochłania nas w ogromnym stopniu, to daje też nam mnóstwo satysfakcji, przecież nie ma nic lepsze od robienia tego co lubimy robić.

    UDOSTĘPNIJ
    Dziennikarka, przez całe swoje zawodowe życie związana z Koszalinem i nie wyobrażająca sobie mieszkania daleko od morza i jezior. Zawsze ciekawa ludzi i rozmowy z nimi. Ceniąca interesującą fotografię i architekturę.